Królewski wypoczynek – Sobieski w Horyńcu

Jan III Sobieski, jest powiązany z Horyńcem dość ciekawym aspektem, który obecnie stanowi coś w rodzaju marki rozpoznawczej tej miejscowości, mianowicie chodzi o zdrowienie i wypoczynek.

Przed wojną w kronice Horynieckiego Zdroju miał się znajdywać taki oto zapis: „Król Jan III Sobieski, leczył w wodach Horynieckich gościec i reumatyzm, których nabawił się w potrzebach wojennych. Ponieważ Sobieski, nie zostawił materiałów pisanych o swojej obecności leczniczej w Horyńcu, uważa się to za przekaz tradycji miejscowej, a nie historyczny. Niemniej jednak, wiadomym jest, że Sobieski z takiego leczenia korzystał nieopodal, na przykład w Szkle i takich wód szukał.

horyniec sobieskiego

Niektórzy mogą sobie pomyśleć, czy ponad trzysta lat temu w ogóle leczenie balneologiczne istniało i czy w ogóle ktokolwiek korzystał z tego typu leczenia? Historia balneologii sięga czasów Hipokratesa, który pierwszy napisał dzieło, które dokładnie opisuje, jakie kąpiele brać, na jakie choroby, w dziele pod tytułem: „O klimatach, wodach i miejscach”. Niemal dwa tysiące lat później, w Polsce, nadworny lekarz, Wojciech Oczko, takich królów jak Zygmunt August i Stefan Batory, w 1578 roku publikuje „Cieplice” – pionierskie dzieło początkujące rozwój balneologii w Polsce. W tej książce klasyfikuje on wody lecznicze występujące w Polsce, a także podaje sposoby leczenia nimi danych chorób. Czytaj dalej Królewski wypoczynek – Sobieski w Horyńcu

Niebieskie Smoki Sobieskiego pod Radrużem

Główny trakt handlowy i transportowy do Niemirowa, przebiegał przez Horyniec i Radruż, tam pod Niemirowem Tatarzy mieli swoje miejsce zbiórki, tak zwany kosz. Sobieski pędząc z Nowin Horynieckich, jednocześnie doskonale znając te okolice, co potwierdzają materiały źródłowe, omija tylną straż pod Horyńcem i zasadza się na główną kolumnę, która podąża w kierunku kosza. Te tereny były dla Sobieskiego szczególnie znane, gdyż często wypuszczał się w te okolice na polowania. Okolice Brusna, Nowin, Horyńca, były pełne grubego zwierza, jednocześnie ukształtowanie terenu sprawiało, że polowania były bardziej ciekawe. Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że element rozpoznania terenu był bardzo ważnym elementem taktyki wojennej. Ówczesny Hetman Jan III Sobieski, lubując się w polowaniach, przeczesał te okolice lepiej niż niejeden „znawca” Roztocza. Z tym, że dzisiaj takie przeczesywanie wiąże się z bezcelowym szwendaniem po lasach, a kiedyś, dla takiego stratega, jakim był Sobieski, było to łączenie przyjemnego z pożytecznym. Śmiało można dziś nazwać Sobieskiego pierwszym eksploratorem Roztocza. To jest właśnie element, który jest pasjonujący w Sobieskim, rozpoznawanie terenu nie tylko dla przyjemności, ale i dla celów użytkowych, mających swoje konkretne zastosowanie. Wyobraźmy sobie teraz, jak Sobieski z wiele mniejszymi siłami dogania oddziały nieprzyjaciela. Ma w głowie niemal trójwymiarową mapę terenu, wysyła mocny oddział lasami i od tyłu odcinają im drogę ucieczki, sam wbija się swoim wojskiem w bok. Działanie takiej taktyki można porównać do zaatakowanie kogoś z boku, gdzie są najmniej przygotowane siły, z wbiciem w plecy sztyletu.

Do Radruża (26)

Hetman zaczyna walkę na polach między Radrużem a Horyńcem. Jest tam takie ukształtowanie terenu, że jednostki Tatarskie będące w samym Radrużu, zapewne nawet nie wiedziały, że mają już rozbijany front, bowiem jest tam łagodny pagór. Pod niego zapewne pędzona była kolumna kilkutysięcznego jasyru. Jednocześnie plądrowana była sama wioska, która jest położona w dolinie Radrużki. Żeby zrozumieć założenia taktyczne, trzeba zobaczyć tę okolicę. W samym Radrużu, wedle niektórych podań, Tatarzy już dobijali się do cerkwi wypełnionej ludźmi, ale nadjeżdżający Sobieski w ostatniej chwili wpadł do wioski i zapobiegł rzezi. Czytaj dalej Niebieskie Smoki Sobieskiego pod Radrużem

Sobieski w Pogoni za Tatarami – Nowe Wzgórze

Kontynuujemy temat Pogoni za Tatarami, przez Sobieskiego. Patrząc na stare mapy, będziemy próbować wyznaczyć trasę owej Pogoni, oraz opiszemy kolejne miejsca potyczek.

Najpierw należy wziąć pod uwagę kilka aspektów, których raczej badacze nie są świadomi. Tatarzy nie wybrali się w te okolice po to, by pojeździć po lasach, ewentualnie kogoś okraść. Poruszali się raczej drogami głównymi i bezwzględnie palili wszystkie napotkane wioski i miasta na swej drodze, a ludność oporną, brzydko rzecz ujmując zarzynali, resztę, szczególnie dzieci, brali w jasyr, czyli niewolę. Interesowało ich też bydło, zwierzęta, które można było pędzić i wszystko co cenne. Potem oczywiście na różnych targach kupcy sprzedawali cenne przedmioty, inwentarz żywy. Natomiast wzięci w jasyr stawali się niewolnikami i byli niczym czarni w Ameryce sprzedawali na targach niewolników. Chrześcijańscy chłopcy byli selekcjonowali i wcielani do elitarnej jednostki wojskowej, stawali się potem osławionymi Janczarami.

Takie grupy oddziałów Tatarskich w liczbie kilkuset, pędziło jasyr, który składał się nawet z tysiąca jeńców. Sobieski uzyskiwał informacje od wziętych jeńców Tatarskich, albo od tubylców, gdzie się udawały wrogie oddziały i gonił za nimi. Z punktów widokowych Roztocza było widać wszędzie wokół łuny płonących wiosek i miast, było chyba jasne, że Sobieski kierował się ku większym wioskom. Tam Tatarzy musieli poświęcić chwilę na zebranie jasyru, by splądrować wioskę i ją spalić. Na pewno Sobieski kierował się też ku najbliższym dworom właścicieli ziemskich. Te informacje pozwolą nam na wytyczenie trasy pościgu. Czytaj dalej Sobieski w Pogoni za Tatarami – Nowe Wzgórze

Pogoń – szukamy śladów Sobieskiego na Roztoczu

Każdy ma swój autorytet, zawsze znajdzie się osoba, która nam zaimponuje. Jednym z takich patronów OR-BAD jest Jan III Sobieski, którego śladów namiętnie szukamy, zarówno w terenie, jak i w historii. Tutaj zajmiemy się elementem historii, który dotyczy Roztocza, a ściślej okolic Brusna – Las Kierniczki.

W wielu źródłach można znaleźć elementy układanki, których do dzisiaj nikt nie poukładał. A mianowicie chodzi o szlak Sobieskiego z czasów tak zwanej „Wyprawy na czambuły Tatarskie” i wydarzenia związane z drogą od Narola po Radruż. Nazwiemy ten szlak dla naszych potrzeb kryptonimem „Pogoń”. Na początku bardzo ogólnie na temat owej Pogoni, i zajmiemy się Kierniczkami.

W 1672 roku, gdy Turcy oblegali Lwów, rozpoczęto rokowania, tymczasem wspomagający Turków Tatarzy ruszyli po łupy w głąb kraju. Przebywający w Krasnymstawie Hetman Sobieski ruszył w stronę Narola, by gonić palących wioski i miasta Tatarów. Przy okazji rabowali i brali w jasyr tysiące ludzi. Swoistą kwaterę główną, tzw. „kosz” mieli najeźdźcy w Niemirowie, kilkanaście kilometrów od Radruża. Tam, po rabunku i wzięciu w jasyr jak największej ilości ludzi, mieli ruszyć dalej. Początkową sielankę rabunku, przerwał nadciągający Sobieski. Po kolei rozbijał napotkane czambuły, a Tatarzy zaczęli uciekać. Spore zwycięstwo Sobieski odniósł pod Narolem, na następny dzień, 7 października następuje przemarsz oddziałów Sobieskiego w stronę Cieszanowa. Tam już płonęły wszędzie wsie i miasteczka. Droga prowadziła przez Płazów i Żuków. O świcie pod płonącym Cieszanowem rozbito oddział Tatarski i uzyskano informacje, że nieprzyjaciel kieruje się w stronę Niemirowa. Część wojsk Sobieskiego udała się w stronę płonącego Lubaczowa, natomiast sam Sobieski postanowił podążyć bezdrożami, w pogoni za rozproszonymi oddziałami Tatarów. Tutaj zaczyna się nasza przygoda z Sobieskim i jego Pogonią za Tatarami na Roztoczu. Czytaj dalej Pogoń – szukamy śladów Sobieskiego na Roztoczu

Szyfr Roztoczańskich „figur” – jak go odczytywać?

OR-BAD to nie tylko hobbystyczny zbiór kilku osób, które sobie zwiedzają Roztocze i okolice, ale także swoisty klub pasjonatów BADania subtelnych i estetycznych aspektów Roztoczańskich. Jednym z ciekawszych elementów tego typu jest symbolika, którą pozostawili nam nasi przodkowie, na różnych budynkach, kapliczkach, czy też krzyżach.

Tutaj zajmiemy się wybraną grupą krzyży, nazywanych przydrożnymi. Symbolika i przeznaczenie krzyży jest bardzo szeroka, te cmentarne, przykościelne, czy też pomnikowe to temat na inną okazję.

Starsi nazywają taki kamienny posąg „figurą”, czasem „świątkiem” – którego cechą charakterystyczną jest tematyka religijna. Figury zawsze stawiano z jakiegoś powodu. Często były to intencje dziękczynne, za szczęśliwy powrót, za ominięcie wioski przez jakąś zarazę, za szczęśliwe narodziny, za cudowne uleczenie z choroby. Mogły to też być krzyże pokutne, albo mające za przeznaczenie chronić osadę przed pożarem, czy chorobami, czy wojną. Odkrycie takiego przeznaczenia daje nam wskazówki do dalszej interpretacji figury. Czytaj dalej Szyfr Roztoczańskich „figur” – jak go odczytywać?

Rajd Rowerowy w ramach Folkowiska 2012 – relacja i dokładna mapa rajdu!

Mamy za sobą już drugi rajd rowerowy w ramach Folkowiska. Pierwszy (w ramach Folkowiska 2011) całkiem przypadkowy, prowadzony przeze mnie (GLC) w zastępstwie znanego pasjonata Roztocza niejakiego Łukasza, odbył się na trasie Gorajec – Brusno Stare. Natomiast drugi rajd, już starannie zaplanowany, odbył się na trasie Gorajec – Wielki Dział o długości 40 km, głównie w terenie, tym razem w kompletnej obstawie OR-BAD z GLC WMB i Wujkiem. Czytaj dalej Rajd Rowerowy w ramach Folkowiska 2012 – relacja i dokładna mapa rajdu!

Fotogaleria do trasy Rowerowego Rajdu Rozpoznawczego w ramach Folkowiska 2012

Dla tych, którzy nie wiedzą, czy warto targać ze sobą rower na Folkowisko, fotogaleria z łatwiejszej i cywilizowanej początkowej części Rowerowego Rajdu Rozpoznawczego. Ponieważ mogą się zdarzyć tacy, co będą zaskoczeni ukształtowaniem terenu Gorajca, warto przypomnieć, że jest on położony w okolicy przejściowej Kotliny Sandomierskiej i Roztocza od północy i wschodu. Stąd wyprawa ta będzie na pewno szokiem widokowym po kilku dniach pobytu na równinie Gorajeckiej. Celem rajdu będzie Serce Roztocza – czyli Wielki Dział, do niedawna uważany za najwyższe wzniesienie Roztocza, lecz został zdetronizowany przez Długi Goraj po dokładniejszych pomiarach.

Czytaj dalej Fotogaleria do trasy Rowerowego Rajdu Rozpoznawczego w ramach Folkowiska 2012

Rekonesans do trasy Rowerowego Rajdu Rozpoznawczego w ramach Folkowiska

Większość trasy już opracowana i przetarta rekonesansem. Okazuje się, że lasy państwowe w tym roku nie próżnowały, na trasie będzie można zobaczyć dużo miejsc z wycinką. Ale, to nie jest najważniejsze i najciekawsze. Z powodu poszerzania dróg leśnych, wycięto na bardzo długich odcinkach drzewa z oznaczeniami szlaków rowerowych. Inne zmiany wizualne terenu sprawiły, że łatwo zabłądzić. Przygoda gwarantowana, nie tylko ze względu na nieoczekiwane modyfikacje trasy, ale także na widoki i atrakcje, jakie czekają członków rajdu.

Widzieć więcej – wycieczka do Świątyni

Będzie to pierwszy z serii artykułów na temat Świątyni Słońca. Tym sposobem postaram się także zająć innymi obiektami, które wymagają nie tylko eksploracji terenu ale i eksploracji umysłowej, by dokładniej poznać różne niuanse tej jakże niesamowitej okolicy, jaką jest Roztocze z Horynieckiej części.

Pomijając aspekty historyczno legendarne, Świątynia Słońca jest wdzięcznym tematem do rozważań, ale także do zachwytu okolicą. Powinniśmy przyjąć za prawidłowość, że obiekt ten leży w obrębie Niwek Horynieckich, a nie Nowin Horynieckich. Ze względu na to, że lepiej dojść tam z Nowin, umownie Świątynia Słońca nazywana jest Nowińską. Stamtąd też zaczniemy wycieczkę i opis terenu. Poznamy wiele ciekawostek związanych z Nowinami i okolicą, których zapewne nikt nigdy nie dostrzeże, bo po co.


Pokaż Nowiny Horynieckie – Droga do Światyni Słońca na większej mapie

Kiedy dotrzemy do końca wioski, i miniemy już ostatnie zabudowania, wejdziemy w bardzo ciekawą leśną drogę. Jej niezwykłość polega na tym, że jest położona między dwoma dużymi pagórami. Od strony południowej mamy Pańską Górę, a po stronie północnej anonimowy garb, zapewne nieco wyższy niż Pańska Góra, która jest znana z cmentarza z I Wojny Światowej. Przed sobą mamy około kilometra drogi do celu. Większość jej prowadzi tym jarem, który tworzą dwie góry. Co może być ciekawego w tej okolicy? Żeby się dowiedzieć, trzeba przeczesać te tereny osobiście, by poznać ukształtowanie terenu, które jest bardzo ciekawe. Duże pagóry, potężne wąwozy, źródliska, do tego szata roślinna opanowana przez las bukowy, tylko w małym stopniu obrazuje niezwykłość tej okolicy. To tak, jakby wymieszał miejsca święte z diabelskimi. Takimi świętymi miejscami można nazwać szczyty pagórów, oraz źródliska. Diabelskimi, czy też uroczyskami, można nazwać ciemne lasy, bagniska, czy też ciemne labirynty wąskich i głębokich wąwozów.

Zauważyć należy, że Nowiny Horynieckie są w stosunku do Horyńca Zdroju położone dość wysoko. Horyniec w swojej okolicy ma punkty wysokościowe w drodze do Radruża około 260 m n.p.m. Natomiast garby tworzące wąwóz którym się udajemy, mimo iż niewielkie, to względem Horyńca i swoją wysokością 330 m n.p.m. pokazują, że jesteśmy dość wysoko. Idąc tym jarem, można odnieść wrażenie, że było by to idealne miejsce na pułapki. Jak można znaleźć w niektórych miejscach, taką też rolę w historii ten jar odegrał, gdy napadali te tereny Tatarzy. Chłopi broniąc się przed najazdem, zaczaili się na agresorów na wzgórzach i gdy Tatarzy weszli w wąskie gardło, zostali wybici przez tutejszych chłopów.

Cały czas idąc jarem, będziemy szli coraz to wyżej, by w końcu dojść na kumulację terenu, jakby spory płaskowyż porośnięty lasem bukowym. By dotrzeć do Świątyni Słońca, trzeba trzymać się zielonego szlaku. Z oddali powinniśmy dostrzec prześwit polany leśnej, ten skraj lasu jest wskazówką, by dalej nie iść, bo miniemy nasz cel. Patrzymy na oznakowanie szukając odnogi na południe. Znajdujemy ścieżkę na południe i idziemy ze znakami aż do celu. Należy tutaj zaznaczyć, że oznakowanie może być nieco mylące, ale trzeba w pewnym momencie skręcić w drogę i nią iść na rozwidleniu i wtedy szukać odnogi szlaku.

Gdy będziemy szli już do celu, powinniśmy zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz. Po lewej i po prawej stronie teren nieznacznie się obniża, daje to wrażenie, jakbyśmy szli garbem jakiegoś wzniesienia. I choć tego nie odczuwamy i płaskowyż w tej okolicy daje inne wrażenie początkowe, to jeżeli się dokładniej przyjrzymy, i też przypomnimy, że szliśmy cały czas lekko pod górę, to uzmysłowimy sobie coś ciekawego. O ile mieliśmy za sobą pagóry o wysokości 330, to teraz jesteśmy na wysokości 365! W porównaniu z Horyńcem, to różnica ponad 100. Jeżeli akurat trafimy na porę, gdy nie ma liści na drzewach, to gdy dojdziemy już na miejsce, gdzie usytuowany jest monolit Świątyni, zobaczymy przez pnie drzew prześwit na południe i dość rozległą panoramę widokową. Na miejscu zorientujemy się też, że nasze Roztoczańskie Stonehenge, usytuowane jest tuż przy wąwozie, a w rzeczywistości jest to czoło pagóra. Na tym czole mamy wystające z ziemi tajemnicze głazy, jednym z nich jest szeroko znany kamień z dziurą, który miał mieć kiedyś przeznaczenie obrzędowe.

Na podstawie ukształtowania terenu, możemy wysnuć kilka ciekawych wniosków ukazujących niezwykłość tego miejsca. Żeby pradawni wybrali jakieś miejsce na cele kultu, powinno ono nie tylko być wysoko, ale mieć niezwykłą okolicę. To miejsce idealnie spełnia te warunki. Pradawni, do celów kultowych musieli wybrać miejsce niezwykłe, a do tego nie tylko ukształtowanie terenu musiało grać najważniejszą rolę. Przechadzając się po różnych miejscach, gdzie można znaleźć pozostałości po osadach starych ludów z czasów plemion słowiańskich, zauważyć można bardzo ważny i ciekawy czynnik, jaki decydował o wyborze miejsca, to tak zwane zacisze. Miejsca bezwietrzne, które przez ukształtowanie terenu miały niemal bezruch, często były optymalne dla osadnictwa, to były dobre miejsca, bo nie było tam zimno. Stare cywilizacje wybierały na miejsca osadnictwa teren, który spełniał inne wymogi niż dzisiaj. Takie miejsca musiały być bezpieczne, i ciepłe. Współcześnie człowiek potrafi się osiedlić w miejscu, gdzie za rok może wylać rzeka i zniszczyć cały dobytek.

Wielu ludzi przebywając w miejscu Świątyni, doznaje wrażenia, że jest tam bardzo cicho. Odpowiedź jest chyba dość prosta, dlaczego można takie wrażenie odnieść, bowiem wokół to miejsce jest otoczone pagórkami, nieco mniejszymi niż czoło Świątyni, ale zapewne takie, a nie inne ukształtowanie terenu sprawia, że wiatr tutaj nie wieje z dużą siłą przy gruncie. Wyjątkami są oczywiście burze i silne wiatry, kiedy wszędzie musi się odczuć podmuchy powietrza.

Czytając ten tekst, można wywnioskować, że jest to idealne miejsce na kult słońca. Bardzo duża wysokość względem dalszej okolicy. Otoczenie mniejszych pagórków, dające wrażenie miejsc bliżej słońca. Oraz odwrotności, czyli głębokie wąwozy, wilgotne i ciemne, potęgujące mistycyzm okolicy. Gdybym miał wybierać miejsce do kultu, nie znalazłby pewnie nigdzie lepszego niż „Sawarycha”. Nasi przodkowie widzieli więcej, uznawali za świątynie nie tylko małe miejsca z kamykami. Dla nich świątynią była cała okolica, najpiękniejsza budowla, jaką wybudowała przyroda, czyli swoiste narzędzie w rękach Boga. Przyroda to najlepsze narzędzie twórcze, mylnie przez współczesnych nazywane bogiem pradawnych. Bóg ma różne narzędzia i mechanizmy, dzięki którym tworzy i utrzymuje świat w równowadze. Objawiał się przez swoje narzędzia i mechanizmy, co my możemy nazwać czynami i działaniem. Uwielbiamy tych, którzy działają, tworzą, szczególnie piękne dzieła są dla nas obiektem zachwytu. Nasze kościoły, dzieła sztuki, są w porównaniu z dziełami przyrody prymitywne, tak samo nasze uwielbienie dla dzieł sztuki jest prymitywizmem. Wyższą półką dzieła jest otaczający nas świat, który ukształtowała przyroda. Dlatego Świątynia Słońca jest tak niesamowitym miejscem, bo pozwala to zrozumieć i znaleźć tę magiczną równowagę w sobie.

!

Dla tych, którzy szukają więcej informacji na temat Świątyni, polecam artykuł z Gazety Horynieckiej o tym monolicie, którego zmodyfikowaną wersję można znaleźć na stronie: nowiny.horyniec.info