Źródła Raty – WerchRATY

Jedną z ciekawostek Werchraty są źródła Raty. Rzeka ta jest o tyle ciekawa, że nie spływa do Bałtyku przez Wisłę, tylko przez Bug, wszystko przez tak zwany Wielki Dział, który dzieli wody płynące z jednej strony mając źródła Tanwi, a z drugiej Raty. Do źródeł Raty można trafić bardzo łatwo, tam gdzie jest Werchrata PGR (obecnie duży tartak) dosłownie jak się zaczyna ogrodzenie PGRu po drugiej stronie drogi jest ścieżka, idąc kilkadziesiąt metrów dochodzimy do źródeł Raty. Poniżej filmik ukazujący coś ciekawego, źródła są podziemne z pulsującym piaskiem!

Dużo można by opowiadać o tamtym zakątku, jest po prostu dziki, polecam przedzieranie przez krzaki i dojście do śródleśnego stawu, który widać na zdjęciu:

Wcześniej też niespotykany widok, rzeka wijąca się niczym wąż w lesie:

Warto odwiedzić tamten teren i pobłąkać się w okolicy źródeł, można tam zaobserwować bardzo dużo tego typu wulkaników podwodnych, oraz idąc w górę strumienia w końcu wyjść na pola, gdzie można dojść do Diabelskiego Kamienia. Wycieczka tylko dla krzakołazów! Gdyż roślinność tam jest po prostu dzika. Tego piękna po prostu opisać się nie da, trzeba to zobaczyć 😉

Widok z okolic byłej wioski Szałasy – Sałasze

Pola śródleśne między Polanką Horyniecką Werchratą i Hutą Złomy to kopalnia pięknych widoków. W każdej porze roku wyglądają inaczej, inne kolory dominują, co spowodowane jest tym, że różnorodne drzewa porastają te tereny. O ich pięknie decyduje między innymi gęsto rozsiana sieć wąwozów i lekko pofałdowanego terenu w formie pagórów. Dzięki temu że nie ma lasu w tej części prześwituje widok na wzniesienia Werchrackie, możemy podziwiać na przykład kolorowy masyw Monastyru. Kępa lasu na środku pola ostała się tylko dlatego, że były tam kiedyś zabudowania, zaoranie ich to zapewne trudna sztuka…

Wodospad w Starym Bruśnie!

Świeżutki materiał z dzisiejszej wyprawy BADowskiej, odwiedziliśmy znów okolice Starego Brusna, tym razem „murowany” skład i same ekscytujące obiekty i krajobrazy. Na pierwszy rzut opis miejsca po nieistniejącym młynie w Starym Bruśnie.

Z historii (szerzej poza mieszkańcami Brusna i Polanki nie znanej) wiemy, że nieopodal dzisiejszej stadniny był kiedyś młyn, dlaczego go nie ma? Zaraz się dowiemy. Znaleźć możemy owe miejsce bardzo łatwo, jest ono położone nie więcej jak 300 metrów od drogi, pod którą płynie jedna z odnóg Brusienki na południe. Najłatwiej tam dojść skrajem pola, tuż za finezyjnie pokręconymi sosnami powinna być ścieżka i usłyszymy szum. W dużym wąwozie kiedyś usytuowany był młyn, którego koło napędzała woda z ponad dwu metrowego wodospadu (2,4 m)! Patrząc pod wodospad, widać zapewne jedną z belek budynku młyna, trzyma się do dziś! Po prawej mamy ruiny młyna, w postaci elementów murów. Młyn ma swoją drastyczną historię. Kilkadziesiąt lat temu w okolicy Starego Brusna była ogromna ulewa, była tak potężna, że zabrała młyn z nurtem i jego części kilka kilometrów dalej można było zobaczyć porozrzucane, miedzy innymi na łąkach Nowego Brusna.

Poniżej filmik w jakości HD z miejsca gdzie dziś można podziwiać ponad dwu metrowy wodospad, szum wodospadu nagrał się prawie idealnie. Na filmie idę przed wodospadem i robię zdjęcie, można je podziwiać powyżej!

Żydzi na Roztoczu i jego okolicach

Tym wpisem rozpoczynamy bardziej dogłębne badania ogólnej różnorodności, jaka była naturalna dla kresów i roztocza. Współegzystowały ze sobą tutaj różnorodne narodowości przez setki lat, nie było krwawej nienawiści ani utarczek, do momentu wielkiej wojny, która raz na zawsze wypaczyła tę wielokulturowość Roztocza. Kiedyś obok siebie mieszkali Polacy, Rusini, Żydzi, Niemcy z kolonizacji józefińskich, a wedle niektórych źródeł, na przykład w Radrużu mieszkali też Litwini, między Werchratą a Brusnem Cyganie! Więcej informacji niedługo, dziś parę słów o Żydach.

Jeden z najlepiej zachowanych kirkutów w okolicy Roztocza to cmentarz żydowski (kirkut) w Lubaczowie. Znajduje się on obok Liceum Ogólnokształcącego, z drugiej strony jest cmentarz chrześcijański. Wejść tam można tylko od strony cmentarza, brama przy drodze jest zamknięta. Wchodzimy od strony zachodniej. Niestety w lecie, czyli wczoraj jak tam byłem, jest tam teraz istna dżungla!! Wszystko zarośnięte jakby od wojny nikt tam nie przychodził! Inna sprawa, to gigantyczne czerwone mrówki, które są niemal wszędzie! Wejść tam po prostu nie można od razu obłażą człowieka i… lepiej uciekać! Krótko mówiąc, jest potężnie zaniedbany, macewy zarośnięte, walają się, ale za to można podziwiać ich niesamowite wzornictwo. Raczej nie doczytamy się, kto tam leży, chyba że ktoś zna hebrajski, ale za to macewy są zdobione ciekawymi ornamentami i symbolami. Bardzo żałuje, że nie mogłem wejść i zrobić więcej zdjęć. Na pewno udało by się znaleźć na niejednej macewie symbol złamanego drzewa, który ma ukazywać że zmarły zmarł śmiercią nagłą i drastyczną. Co oznaczały dwie dłonie?

Inna ciekawostka, kamienie. Nie wiem czy to prawda, czy może miejscowy zwyczaj, ale podobno u żydów istnieje zwyczaj, że jak się przychodzi na kirkut i chce pomodlić, czy porozmawiać ze zmarłym przywołuje się go rzucając o macewę kamykiem, lub w nią pukając, co ciekawe, zobaczymy taki kamyk na jednej z macew. Z kolei przy bramie głównej rośnie dziwne drzewo.

Do cmentarza lubaczowskiego i do żydów lubaczowskich jeszcze wrócę, jest wiele ciekawych informacji o tej narodowości i kulturze!

Krzyż z czaszką nad Werchratą

Dzisiaj po długiej przerwie następna notka na stronie! I to dość straszna…

W przewodniku Ewy Pękali „Ziemia Lubaczowska” tak oto jednym zdaniem autorka opisuje co nas ciekawi:

„Krzyże z motywem czaszki i piszczele fundowane w II połowie XIX wieku. Miały one chronić mieszkańców przed epidemiami chorób zakaźnych.

W okolicach ziemi lubaczowskiej występują ponoć dwa tego typu, dotrzemy do nich, niedawno udało się upolować następny roztoczański krzyż z czaszką, powyżej fotka krzyża znad Werchraty. Można by powiedzieć, dosłownie znad, bo stoi samotnie na wale strony południowej. Oczywiście mamy namiary na następny, chyba najbardziej znany, ale jak wiadomo, jeżeli na pewno zna się położenie, to tak nie ciągnie, jak do poszukiwań nowych 😉

Następną ciekawostką jest krzyż z okolic niejakiego Icków Ogrodu.

 

To chyba jeden z niewielu krzyży w tej okolicy upamiętniający cholerę na tych terenach, dokładnie jej opanowanie, ponoć na tym miejscu stał kiedyś starszy krzyż, ciekawe jak wyglądał 😉

 

Krzyże z czaszkami to kawałek historii tych terenów, po woli będziemy zdobywać więcej informacji na ich temat i odkrywać następne! Wtedy więcej informacji się pojawi…

Odpust w Nowinach Horynieckich!

Dziś zamieszczam relację multimedialną z odpustu na Nowinach Horynieckich. Roztoczańskie, kresowe odpusty są częścią tradycji którą do dziś się kultywuje!

Pierwsza rzecz jaką usłyszałem od kramarza to, że jest to pierwszy odpust kiedy nie padał deszcz na Nowinach! Odpusty z Nowin znane były z tego, że zawsze padało, dziś słońce jak nigdy.

Odpust jak zwykle się udał, grzechy odpuszczone, zmysły nasycone, jak zwykle w tle było słychać wybuchy petard, jak zwykle ogrom kramarzy. Skusiłem się od razu na watę cukrową, to cudo chyba każdy miał przyjemność spożywać, świeża, pędzona przy mnie pachniała dzieciństwem… ech, potem zakupiłem specyficznego czerwonego lizaka w kształcie kogucika, smakował tak samo jak w dzieciństwie :] Serduszko z piernika, rybki i szczypki 🙂 Odpusty są czymś niesamowitym… Dodatkowo trzeba zaznaczyć ze przybywają tam szczególnie niepełnosprawni oczekując cudu uzdrowienia, chyba każdy bierze ze sobą pustą butelkę by nabrać słynnej Nowińskiej cudownej wody. Jedni klasycznie z rury… inni bardziej wtajemniczani ze specyficznego źródła pod… tego „prawdziwego” jak mówią starsi. Więcej informacji tylko prywatnie 😉 Nie każdy może to wiedzieć :p

Kliknij Tutaj – aby wejść na nasz kanał, tam znajdziesz krótki filmik z odpustu!