Archiwa tagu: horyniec

Kopce Graniczne nieopodal Niwek Horynieckich

Wybierzemy się w podróż po historii, która pozwoli nam odkryć nowe ciekawe aspekty Roztocza Horynieckiego.  Kopce Graniczne o których mowa w tytule, są takim rarytasem, które z jednej strony są tylko kopami piasku, tworzonymi na liniach granicy, ale mają też znamiona tajemniczości.

Teren nas interesujący zaczyna być zasiedlany dopiero w 1444 roku, do tej pory mamy jedną wielką czarną dziurę zarośniętą puszczą, pokrytą bagnami. Jest tutaj jednak pewien ślad po człowieku, to granica ziemska i powiatowa, która być może pochodzi sprzed okresu pierwszych wzmianek w źródłach pisanych tych okolic. Próbując gdzieś tę granicę umiejscowić, ówcześni musieli ją jakoś wyznaczyć, używając do niej odpowiedniego ukształtowania terenu i modnych wtedy oznaczeń granicznych. Ponieważ możemy znaleźć ślady w terenie granicy powiatu rawskiego i lubaczowskiego, pozwala nam to domniemać, że istniała ona od dawna.

Naturalne ukształtowanie terenu zawsze pozwala wyznaczyć najdokładniej granice. Takim idealnym wyznacznikiem granicy będzie najwyższe wzniesienie w okolicy Niwek Horynieckich, na którym co ciekawe mamy Świątynię Słońca. Właśnie tutaj przetrwały chyba najbardziej charakterystyczne oznaczenia graniczne, jakie istniały w dawnej Rzeczpospolitej, są nimi Kopce Graniczne.

Posiłkując się tekstem z TEGO źródła przytoczę wymowę owych kopców:

Kopce graniczne sypane zwyczajowo w czasach średniowiecza od końca XIV wieku aż do XVIII – dla rozgraniczenia dóbr ziemskich zachowały się jeszcze w wielu miejscach i noszą dawne nazwy.
Kopce węgłowe (albo narożne) sypano w miejscu zejścia się trzech granic, kopce ścienne – po jednej stronie linii granicznej, a kopce stróżowe (zwane stróżami) – w środku miedz granicznych. Do ich wierzchołka wkładano pojemniki z ziarnem i kartkami, na których zapisana była data i nazwy wsi granicznych, a na wierchu układano kamienie, szkło lub znak z metalu.

Kopce „Na Niwkach” są bardzo ciekawe z wielu powodów, nie tylko historycznych, bowiem z przytoczonego tekstu możemy wnioskować, że mogą one maksymalnie pochodzić aż z XIV wieku, czyli nawet czasów tak zwanego księstwa przemyskiego, do którego wtedy należała ziemia lubaczowska. W książce z 1939 roku: „Podział administracyjny województwa Ruskiego i Bełzkiego”, możemy wyczytać coś takiego:

Powiat lubaczowski był najpierw częścią księstwa przemyskiego w XIII wieku, potem oddzielnym powiatem 1377, a w końcu (1388) wszedł w skład ziemi bełzkiej.

Oznacza to, że ziemia lubaczowska, która miała praktycznie do II Wojny Światowej swą granicę między Nowinami Horynieckimi a Niwkami Horynieckimi, musiała być odpowiednio oznaczona. Wygląda na to, że pod pewnymi względami, do dziś zachowało się nam bardzo stare oznaczenie graniczne w postaci kopców. Mamy na tym terenie dwa potrójne kopce, które kiedyś oddzielały księstwo przemyskie od innych księstw ruskich. Potem powiat lubaczowski od powiatu bełskiego, a następnie rawskiego (jeżeli była to granica ziemska, to właściciel zaznaczył ją tylko dlatego, że była to jednocześnie granica administracyjna powiatów, być może był do tego zobligowany?).

Przyjrzyjmy się tym kopcom. Ciekawostką jest to, że oba wyglądają identycznie z jednym szczegółem wyróżniającym. Oba potrójne kopce mają ponad dwa metry wysokości, są okopane czymś w rodzaju fosy. Kopce bliżej Świątyni Słońca są w opłakanym stanie. Idioci bez kultury, domniemam że współcześni poszukiwacze skarbów, zrujnowali idealny ich kształt. Czy nawet wykopując dziurę w poszukiwaniu złomu, potem zakopanie jej jest takie trudne? Cechą charakterystyczną tych kopców jest to, że te bliżej Świątyni Słońca od północy, usytuowane nieopodal drogi przy zielonym szlaku, tam gdzie kończy się las, mamy trzeci mały kopiec od strony wschodu, natomiast druga grupa kopców ma ten mniejszy od zachodu.

Szkic przedstawiający rozmieszczenie jednej z grup kopców, ukazuje, że były one robione z bardzo dużą dokładnością i zamysłem. Kopce te wydają się być trochę zagadkowe, zwłaszcza, gdy porównamy ich idealne kształty z tymi potrójnymi kopcami w okolicy Gorajów. Tamte kopce, które mają trzy takie same kopy, nie do końca odpowiadają jakimś granicom administracyjnym, gdy porówna się je do tych „Na Niwie”. Odpowiedzią tutaj może być przeznaczenie takich kopców, które częściej służyło do wyznaczania granic ziemskich, czyli szczególnie dóbr właścicieli ziemskich.

Wiemy że od 1444 roku majątek Horyniecki, którego granica wschodnia jest jednocześnie granicą dawnego powiatu lubaczowskiego, miał po stronie bełskiej swojego właściciela. Ciekawostką jest coś takiego, że przed wojną taka wioska jak Niwki Horynieckie nie istniała. Najbliższe wioski w tych okolicach nosiły nazwy: Nesteraki, Szupry, Zaniemica, Lasowa – przy której był położony folwark nazywający się „Na Niwach”. Na Niwach jest więc „ojcem” Niwek. Niestety zabudowania folwarczne już nie istnieją, dziś możemy sobie tylko wyobrazić jak wyglądał taki folwark. Posiłkując się analogiczną miejscowością Niwki, ale na Białorusi, gdzie istniał przed wojną folwark, ale został zniszczony, dam zdjęcie przykładowego dworku folwarcznego, może wyglądał podobnie?

źródło: radzima.org

Całkiem poważnie można tutaj doszukiwać się granic majątków ziemskich, mających szczególne znaczenie, bowiem będących także granicą administracyjną powiatową. Warto tutaj jeszcze przytoczyć ciekawostkę od Kopalińskiego ze Słownika Mitów, który przytacza przysłowie (źródło):

Pamiętaj, chłopcze, że tu stały kopce i wyjaśnia, iż na procesjach wzdłuż granic i pól w dniu świętego Marka bito chłopców wiejskich na kopcach granicznych, aby całe życie pamiętali ich położenie. Rzecz bez wątpienia dotyczy czasów pańszczyzny, płaczu na granicy nikt już nie usłyszy, graniczne wzniesienia wessała ziemia, ocalało jedynie przysłowie.

Warto na koniec przytoczyć aspekt tajemniczości tych kopców, bowiem jak pisze Ryszard Kiersnowski w swoim opracowaniu na temat Znaków Granicznych, w czasach pogańskich, szczególnie na Pomorzu, stawiano mogiły na granicach. Stanowiły one potem linię graniczną. Ten stary pogański zwyczaj grzebalny idealnie wpasowuje się w mistykę Świątyni Słońca. Często miejsca, które były otoczone kultem, były też miejscami gdzie w okolicy chowano ludzi. O Świątyni Słońca mamy niewiele opowieści. Są tacy, którzy uważają, że kult pogański w tym miejscu to wymysł grupy ludzi, która chciała stworzyć atrakcję turystyczną. Ale znane są w Nowinach Horynieckich podania o tym, że jeszcze przed wojną byli ludzie, którzy interesowali się tym miejscem jako miejsca kultu. Być może gdyby nie wojna, do dziś ten kamienny kręg zachowałby się w lepszym stanie? W każdym bądź razie na pewno został zdekompletowany. Jednak na miejsce to nie należy patrzeć tylko pod kątem paru kamieni, ale też całego otoczenia. Ciekawym aspektem są właśnie owe kopce, które razem ze Świątynią Słońca tworzą prostą linię. Oczywiście powinno być ich więcej. Niekończenie tworzyły linię prostą, ale uwzględniając też naturalne elementy ukształtowania terenu, takie jak doliny, czy strumienie, zaginały linię graniczną. Wydaje się tu bardzo ciekawe to, że mamy granicę w okolicy Świątyni Słońca, zwłaszcza, że kopce graniczne znajdują się też przy Krągłym Goraju, który według lokalnych podań jest kurhanem. Miedzy Horyńcem a Radrużem na polach są dwa bardzo duże kopce (przez niektórych nazywane kurhanami), obecnie nieco rozorane, ale nadal mają typowo kopcowaty kształt. Tutaj w tej okolicy też biegła granica powiatów. Wygląda na to, że przy okazji tych kopców granicznych można dokopać się do wielu różnych ciekawostek. Temat oczywiście wymaga szczegółowych badań, niemniej jednak rysuje się tutaj ciekawy obszar do eksploracji. Śmiało można powiedzieć, że trasa dawnej granicy powiatów naszpikowana jest wieloma atrakcjami. Być może uda się kiedyś z tego zrobić szlak? Znaki Graniczne, jak pisał pan Kiersnowski, to nie tylko kopce czy naturalne ukształtowanie terenu. Często były to niezwykłe czy charakterystyczne drzewa, kopce z kamieni usypane wokół drzew, znaki ciosane na drzewach, drewniane czy stalowe słupy, wały albo rowy, krzyże czy figury. Do dziś można znaleźć niektóre tego typu znaki znaleźć.

Niebieskie Smoki Sobieskiego pod Radrużem

Główny trakt handlowy i transportowy do Niemirowa, przebiegał przez Horyniec i Radruż, tam pod Niemirowem Tatarzy mieli swoje miejsce zbiórki, tak zwany kosz. Sobieski pędząc z Nowin Horynieckich, jednocześnie doskonale znając te okolice, co potwierdzają materiały źródłowe, omija tylną straż pod Horyńcem i zasadza się na główną kolumnę, która podąża w kierunku kosza. Te tereny były dla Sobieskiego szczególnie znane, gdyż często wypuszczał się w te okolice na polowania. Okolice Brusna, Nowin, Horyńca, były pełne grubego zwierza, jednocześnie ukształtowanie terenu sprawiało, że polowania były bardziej ciekawe. Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, że element rozpoznania terenu był bardzo ważnym elementem taktyki wojennej. Ówczesny Hetman Jan III Sobieski, lubując się w polowaniach, przeczesał te okolice lepiej niż niejeden „znawca” Roztocza. Z tym, że dzisiaj takie przeczesywanie wiąże się z bezcelowym szwendaniem po lasach, a kiedyś, dla takiego stratega, jakim był Sobieski, było to łączenie przyjemnego z pożytecznym. Śmiało można dziś nazwać Sobieskiego pierwszym eksploratorem Roztocza. To jest właśnie element, który jest pasjonujący w Sobieskim, rozpoznawanie terenu nie tylko dla przyjemności, ale i dla celów użytkowych, mających swoje konkretne zastosowanie. Wyobraźmy sobie teraz, jak Sobieski z wiele mniejszymi siłami dogania oddziały nieprzyjaciela. Ma w głowie niemal trójwymiarową mapę terenu, wysyła mocny oddział lasami i od tyłu odcinają im drogę ucieczki, sam wbija się swoim wojskiem w bok. Działanie takiej taktyki można porównać do zaatakowanie kogoś z boku, gdzie są najmniej przygotowane siły, z wbiciem w plecy sztyletu.

Do Radruża (26)

Hetman zaczyna walkę na polach między Radrużem a Horyńcem. Jest tam takie ukształtowanie terenu, że jednostki Tatarskie będące w samym Radrużu, zapewne nawet nie wiedziały, że mają już rozbijany front, bowiem jest tam łagodny pagór. Pod niego zapewne pędzona była kolumna kilkutysięcznego jasyru. Jednocześnie plądrowana była sama wioska, która jest położona w dolinie Radrużki. Żeby zrozumieć założenia taktyczne, trzeba zobaczyć tę okolicę. W samym Radrużu, wedle niektórych podań, Tatarzy już dobijali się do cerkwi wypełnionej ludźmi, ale nadjeżdżający Sobieski w ostatniej chwili wpadł do wioski i zapobiegł rzezi. Czytaj dalej Niebieskie Smoki Sobieskiego pod Radrużem

Kaskady Sopotu – geoatrakcja ziemi Horynieckiej

To debiut Kaskad Sopotu w „sieci” (nazywanych też wodospadami).  Do tej pory można było znaleźć tylko wzmianki o tym niesłychanie ciekawym obiekcie geoturystycznym. Wielu, nie udało się trafić do tej geologicznej osobliwości, inni nie doceniają tego miejsca. Przypuszczalnie jest to atrakcja, która po zagospodarowaniu ściągałaby tłumy… postaram się to udowodnić.

Do Doliny (debrzy) Sopotu Małego, dostaniemy się od strony Horyńca. Jest to nie lada wyzwaniem, gdyż łatwo zbłądzić w wąwozach. Dla tych co nie mają czasu na kilkugodzinne poszukiwania, przemierzając zarośla i bagna, lepiej udać się od strony PGR Dziewięcierz. Idziemy koło półtora kilometra w las, drogą obok leśniczówki.

Debrza Sopotu Małego koło Dziewięcierza

50° 12′ 23,750″ | 23° 26′ 02,940″

Po kilkuset metrach ukazuje się nam bardzo rozległa polana śródleśna, idziemy dalej drogą i gdy zobaczymy, ścianę lasu oraz drogę lekko wznoszącą się w górę, skręcamy w prawo (zachód) przez łąkę do ściany lasu. Tam powinna być już dolina Sopotu i interesujące nas kaskady. Jeżeli poszlibyśmy dalej drogą, wejdziemy na jeszcze większą polanę z polami, po lewej będzie granica Polsko-Ukraińska, a po prawej na polach bunkier (prawidłowa nazwa: żelazobetonowy schron bojowy) z Linii Mołotowa.

Wąwozy Sopotu są usiane małymi kaskadami, często niewielkimi, ale dwa progi skalne się wyróżniają swymi rozmiarami szczególnie. Pierwszy, mniejszy, składa się z dwóch kaskad. Jedna 15 cm, druga 60 cm, tworząc 75 centymetrowy próg, który urozmaicony jest bardzo ciekawymi wypływami wody na jednej z bocznych ścian, co widać w materiale wideo. Wygląda to, jakby skała łzawiła…

Drugi próg skalny jest już dwa razy większy, woda spływając kaskadami, ma łącznie 1,5 metra wysokości. Niestety mała ilość opadów, oraz zaszlamiona dolina blokuje wypływ wody i kaskady nie prezentują się obecnie tak okazale, jak mogło by to wyglądać. Oprócz kaskad, rozległych wąwozów, na szczególną uwagę zasługują niezwykłe źródła, niektóre wypływają ze ścian, inne w niespotykany sposób na Roztoczu w formie kotła eworsyjnego o średnicy 1 metra! O źródłach i innych atrakcjach Doliny Sopotu innym razem. Teraz podsumowanie:

Wspominana przeze mnie łzawiąca skała, to tak zwane ławice gezy, co ciekawe, podobne ławice, występują w Dolinie Dublenu. Warto przyglądnąć się temu rzadko spotykanemu zjawisku. Cała okolica potoku Sopot, który wije się wąwozami, jest bardzo malownicza, ale przede wszystkim dzika i naszpikowana geoturystycznymi osobliwościami. Stworzenie jednej ścieżki sprawiło by tylko ucywilizowanie turystyki, gdyż Kaskady Sopotu mimo wszystko są odwiedzane. Turyści szukający dzikości, niestety zostawiają za sobą ślady, śmieci…

Wykorzystane geologiczne info z : geoportal.pgi.gov.pl

Tu był krzyż

Przy drodze z Horyńca do Radruża stał kiedyś krzyż, dziś pozostał po nim tylko podest i jakieś szczątki. Teren jest mocno zarośnięty, z tego co wiem, to szczątki krzyża są zebrane i mają tu wrócić w całości niedługo. W każdym razie to miejsce jest też ciekawe z innego względu, spoglądając na stare mapy możemy odtworzyć wygląd tego miejsca z przeszłości. W miejscu gdzie jest punkt kulminacyjny wysokości na drodze między Horyńcem a Radrużem, było kiedyś skrzyżowanie. Przy tym skrzyżowaniu stał krzyż, którego podest widać na fotografii. Droga ta, ukosem prowadziła w stronę przysiółka Horyńca – Hałanie.

Ciekawostką w tym jest to, że leżący nieopodal lasek jest pewnego rodzaju reliktem historii. Na jego skraju kiedyś był szpaler wierzb, rosnących przy drodze, dziś w tym lasku można te wierzby odnaleźć. Sam lasek kiedyś był sadem, rosły tam drzewa owocowe, grusze, czereśnie, leszczyny, głóg i inne, dziś zarósł krzakami i innymi drzewami, które wyrosły wtórnie. Starzy mieszkańcy nazywali ten lasek „Pasieką”, po jednej stronie  droga wiodła do kościoła, po drugiej na Hałanie. Ten lasek jest też ciekawy z innych względów, które trzeba dokładniej zbadać.

Ciekawy krzyż na cmentarzu Bruśnieńskim

Podczas jednej z wypraw OR-BAD po okolicach Polanki Horynieckiej, odwiedziliśmy po raz kolejny leśny opuszczony cmentarz na Bruśnie Starym. Dla wytrawnego oka, zawsze znajdzie się tam wiele ciekawych motywów i ciekawostek do zgłębienia. Na poniższej fotce właśnie taka ciekawa sprawa, to symbol gwiazdy sześcioramiennej na górnej belce krzyża. Ciekawostką jest to, że z daleka wygląda jak gwiazda Dawida, krzyż po lewej też ma specyficzny kwiat sześcioramienny, motyw który pod różnymi względami jest dominujący w kamieniarce Bruśnieńskiej, ale o tym innym razem. W tym wpisie chciałbym poruszyć sprawę żydów w tej okolicy. Niegdyś okolice Brusna były potężnym ośrodkiem, z Brusnem Starym i kamieniarką, Brusnem Nowym i wydobycie rudy, Polanka Horyniecka, Chmiele, Sałasze, Niedźwiedzie i inne wioski tych okolic tworzyły sporą aglomerację gdzie byli też żydzi. Szukamy po nich znaku istnienia, na razie nie ma nic…

Może jakimś przypadkiem uda się znaleźć jakąś informację, na razie wiemy tylko tyle, że jak wszędzie była karczma, prowadzona przez żydówkę, że jest w tamtych okolicach tak zwany las żydowski… i złudzenie gwiazdy Dawida na cmentarzu Bruśnieńskim na jednym z krzyży:

Widok z okolic byłej wioski Szałasy – Sałasze

Pola śródleśne między Polanką Horyniecką Werchratą i Hutą Złomy to kopalnia pięknych widoków. W każdej porze roku wyglądają inaczej, inne kolory dominują, co spowodowane jest tym, że różnorodne drzewa porastają te tereny. O ich pięknie decyduje między innymi gęsto rozsiana sieć wąwozów i lekko pofałdowanego terenu w formie pagórów. Dzięki temu że nie ma lasu w tej części prześwituje widok na wzniesienia Werchrackie, możemy podziwiać na przykład kolorowy masyw Monastyru. Kępa lasu na środku pola ostała się tylko dlatego, że były tam kiedyś zabudowania, zaoranie ich to zapewne trudna sztuka…

Wodospad w Starym Bruśnie!

Świeżutki materiał z dzisiejszej wyprawy BADowskiej, odwiedziliśmy znów okolice Starego Brusna, tym razem stały /przez/ murowany skład i same ekscytujące obiekty i krajobrazy. Na pierwszy rzut opis miejsca po nieistniejącym młynie w Starym Bruśnie.

Z historii (szerzej poza mieszkańcami Brusna i Polanki nie znanej) wiemy, że nieopodal dzisiejszej stadniny był kiedyś młyn, dlaczego go nie ma? Zaraz się dowiemy. Znaleźć możemy owe miejsce bardzo łatwo, jest ono położone nie więcej jak 300 metrów od drogi, pod którą płynie jedna z odnóg Brusienki na południe. Najłatwiej tam dojść skrajem pola, tuż za finezyjnie pokręconymi sosnami powinna być ścieżka i usłyszymy szum. W dużym wąwozie kiedyś usytuowany był młyn, którego koło napędzała woda z ponad dwu metrowego wodospadu (2,4 m)! Patrząc pod wodospad, widać zapewne jedną z belek budynku młyna, trzyma się do dziś! Po prawej mamy ruiny młyna, w postaci elementów murów. Młyn ma swoją drastyczną historię. Kilkadziesiąt lat temu w okolicy Starego Brusna była ogromna ulewa, była tak potężna, że zabrała młyn z nurtem i jego części kilka kilometrów dalej można było zobaczyć porozrzucane, miedzy innymi na łąkach Nowego Brusna.

Poniżej filmik w jakości HD z miejsca gdzie dziś można podziwiać ponad dwu metrowy wodospad, szum wodospadu nagrał się prawie idealnie. Na filmie idę przed wodospadem i robię zdjęcie, można je podziwiać powyżej!

Symbol magiczny w cerkwi Radruskiej?

Cerkiew w Radrużu prócz walorów ogólnych, posiada wiele ciekawostek, na które nie każdy zwraca uwagę, czasem przypisując im inne znaczenie. Taką ciekawostką jest wyryta na jednej z belek gwiazda heksapetalna. Nazywana rozetą, wykorzystywana w zdobnictwie, folklorze, ale mająca swe korzenie w dawnych wierzeniach związana z potężną symboliką solarną. Ten symbol solarny był często ryty na belkach domów, lub nad progiem i miał chronić przez złem.

Skąd symbol pogański w cerkwi???

Zaznaczyć trzeba, że symbole pogańskie były często asymilowane przez religię chrześcijańskie, w tym przypadku grekokatolicyzm. Trzeba tu zaznaczyć, że ten ochronny symbol nie jest rodzynkiem na ziemiach Roztocza, wygląda na to, że kamieniarze Bruśnieńscy lubili ten symbol zdobniczy (dla współczesnych) a za ich czasów ważny symbol magiczny i często umieszczali owy symbol na krzyżach. Będąc w Radrużu, można się przejść na cmentarz nieopodal za cerkwią i dostrzec ogromna ilość krzyży z tym symbolem.

Ciekawostką jest to, że symbol ten zasadniczo tradycyjnie występuje na Podhalu i Podlasiu, gdzie umieszczano go:

Obok podwalin „dźwigających” dom szczególnie ważna dla zabiegów magicznych była belka nazywana sosrębem. Na belce tej biegnącej przez środek pułapu, podtrzymującej pułap, dach i wzmacniającej konstrukcję ścian, ryto znaki gwiazdy heksapetalnej lub słowa modlitwy, przypisując im dobroczynną moc zabezpieczania od zła.


Właśnie na sosrębie w Radruskiej cerkwi jest wyryty owy symbol, w towarzystwie jeszcze dwóch rozet w kształcie wiru.

Niestety na razie nie posiadam zdjęć owych rozet, niedługo pojawią się na stronie z nowymi informacjami dotyczącymi owych symboli.

Poniżej parę fotek, między innymi odrestaurowanej kapliczki z okolic Piotrkowa Trybunalskiego, z ową gwiazdą, ozdoba na drzwiach i rozeta w formie geometrycznej.

Czytaj dalej Symbol magiczny w cerkwi Radruskiej?