Autor Grzegorz | 24 - Luty - 2013 |

Biskup Walenty, który zmarł około roku 269, w krajach anglosaskich został uznany za patrona zakochanych. W innych krajach, w tym w Polsce, został patronem ciężkich chorób, szczególnie psychicznych, w tym padaczki, nazywanej chorobą św. Walentego.
Gdy ktoś w rodzinie, zachorował na chorobę umysłową, starano się wtedy, przez wyspecjalizowanego orędownika w danej dziedzinie, prosić o pomoc u Boga. Zazwyczaj modlono się do niego, oraz składano obietnice, że gdy choroba odpuści, zostanie przekazana ofiara wotywna. Taki podarunek, miał na celu przebłaganie świętego, lub podziękowanie mu za orędownictwo. Wstawiennictwo, było praktykowane między innymi z takich powodów, jak przekonanie, że człowiek jest zbyt marną kreaturą, by móc stanąć twarzą w twarz z Bogiem.
Wielu turystów, którzy podążali w stronę sławnej nekropolii bruśnieńskiej, mijało na pewno w Polance Horynieckiej dość niezwykłą figurę. Pomalowana na zielono, otoczona płotkiem, stoi przy drodze i przygląda się przyjezdnym. Ten, kto zatrzyma się i przyjrzy dokładniej, zobaczy, że posąg nie ma twarzy, jakby mu odpadła. Napis na tablicy, pod posągiem, jest już nieczytelny, więc wydaje się, że to anonimowa figura, bez twarzy. Tymczasem, wystarczy się przyjrzeć bliżej tej postaci, a zobaczymy atrybuty, po których można poznać świętego. W jednej ręce mamy krzyż, druga układa się na znak błogosławieństwa, postać ma na sobie szaty biskupie. Tyle wystarczy do tego, by od razu powiedzieć, że to św. Walenty. W takiej właśnie pozie był on przedstawiany, gdy ktoś chciał się zwrócić w sprawie pokonania tzw. choroby św. Walentego, czyli padaczki. Okazuje się, że figura ta została wystawiona na skraju pola gospodarza, długo przed wojną, w którego rodzinie wystąpiła ta choroba. Taka ofiara wotywna, czyli figura świętego, miała za zadanie wygonić chorobę z dziecka. Warto zwrócić uwagę na to, że kiedyś uważano, że szczególnie choroby psychiczne, uważane były za opętania. Ciało z niewiadomych przyczyn miał spętać demon i rzucać nim bez powodu. Poza św. Walentego wyrzeźbiona w bruśnieńskim kamieniu, przedstawia co ciekawe, moment egzorcyzmu! Teolog powie w takiej sytuacji: każde błogosławieństwo jest rodzajem egzorcyzmu. To ciekawe, bo na Roztoczu są figury innych postaci, które mają podobny „gest błogosławieństwa”.

sw walenty (1)
Dlaczego akurat w tym miejscu została postawiona figura? W dawnych czasach uważano, że miejscem, z którego przybywają demony, była północ. Ta strona świata nigdy nie była oświetlona, zawsze ciemna, uważana była za kierunek, z którego przybywało zło. Dlatego też można uważać, że św. Walenty z Polanki, zatrzymany w pozie egzorcyzmu, zwrócony frontem na północ, ma za zadanie chronić domostwo gospodarza przed złem.
Figura ta, jak wiele innych przy naszych Roztoczańskich drogach, na pierwszy rzut oka wydaje się nieciekawa, tymczasem kryje swoją unikalną historię. Jak każdy krzyż, czy też rzeźba świętego, była ofiarą wotywną, mającą za cel nakłonienie danego świętego do próby przechylenia szali. Nie można uważać, że ofiara musiała coś wymusić, były to prośby, by odwrócić los. Ciekawym zrządzeniem losu jest to, że zapewne przy upadku, figurze odpadała tylko twarz. Do „dosztukowania” twarzy niegdyś namawiano tutejszego kamieniarza Mieczysława Zaborniaka, ale meandry losu sprawiły, że do dziś Walenty twarzy nie ma. To sprawia, że ta postać jest ciekawsza i bardziej intrygująca. Właśnie z opowiadań Pana Mieczysława, udało się poznać historię tego pomnika wotywnego, ma on napisy, ale są one zamalowane i nie do odczytania. Jak widać na fotografii, figura jest bardzo mocno przechylona. Na wiosnę przyjdzie na nią czas, zostanie podjęta próba odsłonięcia napisów i zajęcia się figurą.

sw walenty (2)