or-bad

To debiut Kaskad Sopotu w "sieci" (nazywanych też wodospadami).  Do tej pory można było znaleźć tylko wzmianki o tym niesłychanie ciekawym obiekcie geoturystycznym. Wielu, nie udało się trafić do tej ...

wmb

Między Nowym Brusnem a Chotylubiem istniała wioska, nazywana Rudką (wcześniej Rudą Bruśnieńską). Obecnie jest tam tylko jedno gospodarstwo, 19 kwietnia 1944 roku w nocy napadły na wioskę oddziały UPA i ...

wuj

Klikając na powyższy obrazek, lub TUTAJ wejdziemy na fotogalerię. Zawiera ona zdjęcia z trasy Gorajec i Czartowe Pole w Hamerni. Między Gorajcem a Hamernią zaplątała się klamka z drzwi kościelnych, ...

Autor Grzegorz | 29 - Maj - 2013 |

W 1783 roku, w ramach wytyczania nowych osad w Galicji, powstała wioska między Brusnem Nowym, a Brusnem Starym. Miejscowi nazywali to miejsce Uroczyskiem, czyli miejsce o specyficznym ukształtowaniu terenu, które mogło się kojarzyć miejscowym z czymś odludnym i trudnym do zagospodarowania. Gdy w 1785 roku przybyło tutaj 18 rodzin kolonistów w sile 84 ludzi, nowa osada nazywana była wtedy Uroczyskiem Kolonistów. Przybyli tutaj austriaccy osadnicy, byli wyznania ewangelicko-reformowanego (kalwinizm).

W wielu opracowaniach można spotkać określenie niemiecka kolonizacja, co wydaje się błędem, gdyż kolonizacja Józefińska związana była z mieszkańcami ówczesnego cesarstwa Austro-Węgier. Inną kwestią jest to, że Austriacy nazywali siebie Niemcami. Stąd nazwa nowej osady nosiła nazwę Deutschbach. Jej znaczenie odnosi się do miejsca i elementu narodowościowego, stąd Deutsch – Niemiecka i bach – roztoka. Niektórzy tłumaczą bach jako potok, ale gdy się przyjrzy dłużej tej nazwie, to potok niekoniecznie pasuje, lepiej będzie pasować roztoka, jako dolina z potokiem, która w rzeczywistości istnieje właśnie w miejscu osady.

polakna zima 2012 12 (6)

Niemiecka Roztoka, jak wiele innych kolonii józefińskich w tym okresie, miała za zadanie nieść tak zwaną cywilizację na zacofaną wieś galicyjską. Chłopi sąsiadując z kolonistami, mieli nauczyć się nowych form gospodarowania, uprawy warzyw oraz sadownictwa. Przywożono ze sobą maszyny, których miejscowi nie znali, jak na przykład kierat, czyli urządzenie służące za napęd do maszyn. Kierat był zespołem kół zębatych, które nakręcane przez konie, albo ludzi napędzały sieczkarnie, czy młocarnie. Austriacy chcieli zgermanizować Galicję, ale przez duży analfabetyzm nie było to możliwe. Innym sposobem germanizacji społeczeństwa, miała być kolonizacja. W zamyśle nowi osiedleńcy mieli stanowić elitę miejscową i wpływać na szerzenie języka. Niestety do użytku weszły tylko niektóre zwroty, które razem z językiem ruskim i polskim stworzyły oryginalną gwarę. Sami osadnicy z biegiem czasu polonizowali się i wżeniali w tubylcze rodziny. Czytaj Więcej »

Autor Grzegorz | 20 - Kwiecień - 2013 |

Jan III Sobieski to postać pod każdym względem niezwykła, nierozerwalnie połączona z Roztoczem. Trasa pogoni za Tatarami, powinna być dla pasjonatów tej krainy, jedną z najważniejszych do zaliczenia. Powodów jest wiele. Wcześniej już rekonstruowałem bardzo dokładnie wydarzenia związane z Sobieskim na Roztoczu, ale została jedna rzecz, którą należy jeszcze zgłębić. Jest to niezwykle cenna ikona, która niegdyś zdobiła świątynię w Gorajcu. Ikona Matki Bożej Opieki (z ruska: Pokrow), obecnie znajduje się w Krakowie w Fundacji Św. Włodzimierza. Dużo wskazuje na to, że będzie można oglądać tę ikonę w Gorajcu w formie fotokopii. Starania trwają.

fragment ikony z Janem III Sobieskim z Gorajca

Dlaczego ta ikona jest tak niezwykła? Nie tylko jej walory, jako dzieła sztuki się na to składają, o wiele ważniejsze jest przesłanie, jakie zawiera ta ikona. Ale by to zrozumieć, musimy wrócić do Tatarów i słynnej wyprawy na czambuły. Czytaj Więcej »

Autor Grzegorz | 29 - Marzec - 2013 |

Czy Roztoczańska kraina, może stać się mekką dla fotografów? Czy posiada walory naturalne i kulturalne, by zdjęcia tutaj robione miały duszę?

Dla pasjonatów Roztocza jest to pytanie retoryczne, bowiem nie ma ciekawszej krainy do fotografowania, jak pradawna zdziczała granica wschodnich rubieży Polski. Kompleksów puszczy sandomierskiej i Roztoczańskich garbów, pooranych gęstą siecią dolin i wąwozów, oraz bagien, a także zapomnianych i zagubionych w lasach ruin cywilizacji Rusinów.

Po wielu latach zwiedzania Roztocza, odkrywania jego najdzikszych i najbardziej tajemniczych miejsc, w pewnym momencie człowiek troszeczkę traci swój zapał i pasję. Musi się pojawić coś nowego, co pokaże coś, czego człowiek nie dostrzega, a ma to przed oczami, by ze zwielokrotnioną siłą pasja wróciła. Tym złotym środkiem, okazuje się fotografia.

swiatynia slonca

fot: Mariusz Tomaszewski Czytaj Więcej »

Autor Grzegorz | 10 - Marzec - 2013 |

Plener jest otwarty, bezpłatny i każdy może się zgłosić. Oprócz 21 marca, kiedy to plener będzie połączony z przejściem trasy typowo leśnej, do ukrytych w lesie ciekawych miejsc, chętne osoby będą mogły dojechać na zachód słońca samochodem. Dokładny plan foto-ekspedycji: Czytaj Więcej »

Autor Grzegorz | 10 - Marzec - 2013 |

Nowiny Horynieckie

Powoli będą odsłaniane szczegóły marcowej foto-ekspedycji, dziś postaram się opisać, dlaczego będzie ona unikalna.

Jak zwykle wszystko zależy od pogody, ale mam nadzieję, że od 21 do 24 marca wiosna przyniesie „pogodę dla fotografów”. Będzie ona potrzebna, gdyż głównym akcentem tego pleneru będzie aura zachodzącego słońca. Dlatego też wyprawa organizowana jest dopiero od 15stej, ale może być też później. Bowiem słońce będzie zachodzić dopiero około 17:40. Czas od 15stej do 17stej zaplanowałem na pieszą wędrówkę z miejsca startowego: Horyńca-Zdroju, do Nowin Horynieckich, każdego dnia inną trasą, do wybranego „specjalnego” punktu widokowego, z którego będziemy fotografować zachód słońca. Czytaj Więcej »

Autor Grzegorz | 9 - Marzec - 2013 |

ple

Plener Fotograficzny – Fotografia rodzących się żywiołów na wiosnę

Miejsce docelowe: Nowiny Horynieckie o zachodzie słońca

Program tematyczny do uchwycenia

Ogień – Swaroża Świątynia Słońca

Powietrze – Zawieszona w Przestrzeni Kapliczka Sobieskiego

Woda – Kaplica na Wodzie

Ziemia – Wyprawa do wnętrza ziemi

Termin: od 21 marca do 24 marca. Czytaj Więcej »

Autor Grzegorz | 24 - Luty - 2013 |

Biskup Walenty, który zmarł około roku 269, w krajach anglosaskich został uznany za patrona zakochanych. W innych krajach, w tym w Polsce, został patronem ciężkich chorób, szczególnie psychicznych, w tym padaczki, nazywanej chorobą św. Walentego.
Gdy ktoś w rodzinie, zachorował na chorobę umysłową, starano się wtedy, przez wyspecjalizowanego orędownika w danej dziedzinie, prosić o pomoc u Boga. Zazwyczaj modlono się do niego, oraz składano obietnice, że gdy choroba odpuści, zostanie przekazana ofiara wotywna. Taki podarunek, miał na celu przebłaganie świętego, lub podziękowanie mu za orędownictwo. Wstawiennictwo, było praktykowane między innymi z takich powodów, jak przekonanie, że człowiek jest zbyt marną kreaturą, by móc stanąć twarzą w twarz z Bogiem.
Wielu turystów, którzy podążali w stronę sławnej nekropolii bruśnieńskiej, mijało na pewno w Polance Horynieckiej dość niezwykłą figurę. Pomalowana na zielono, otoczona płotkiem, stoi przy drodze i przygląda się przyjezdnym. Ten, kto zatrzyma się i przyjrzy dokładniej, zobaczy, że posąg nie ma twarzy, jakby mu odpadła. Napis na tablicy, pod posągiem, jest już nieczytelny, więc wydaje się, że to anonimowa figura, bez twarzy. Tymczasem, wystarczy się przyjrzeć bliżej tej postaci, a zobaczymy atrybuty, po których można poznać świętego. W jednej ręce mamy krzyż, druga układa się na znak błogosławieństwa, postać ma na sobie szaty biskupie. Tyle wystarczy do tego, by od razu powiedzieć, że to św. Walenty. W takiej właśnie pozie był on przedstawiany, gdy ktoś chciał się zwrócić w sprawie pokonania tzw. choroby św. Walentego, czyli padaczki. Okazuje się, że figura ta została wystawiona na skraju pola gospodarza, długo przed wojną, w którego rodzinie wystąpiła ta choroba. Taka ofiara wotywna, czyli figura świętego, miała za zadanie wygonić chorobę z dziecka. Warto zwrócić uwagę na to, że kiedyś uważano, że szczególnie choroby psychiczne, uważane były za opętania. Ciało z niewiadomych przyczyn miał spętać demon i rzucać nim bez powodu. Poza św. Walentego wyrzeźbiona w bruśnieńskim kamieniu, przedstawia co ciekawe, moment egzorcyzmu! Teolog powie w takiej sytuacji: każde błogosławieństwo jest rodzajem egzorcyzmu. To ciekawe, bo na Roztoczu są figury innych postaci, które mają podobny „gest błogosławieństwa”.

sw walenty (1)
Dlaczego akurat w tym miejscu została postawiona figura? W dawnych czasach uważano, że miejscem, z którego przybywają demony, była północ. Ta strona świata nigdy nie była oświetlona, zawsze ciemna, uważana była za kierunek, z którego przybywało zło. Dlatego też można uważać, że św. Walenty z Polanki, zatrzymany w pozie egzorcyzmu, zwrócony frontem na północ, ma za zadanie chronić domostwo gospodarza przed złem.
Figura ta, jak wiele innych przy naszych Roztoczańskich drogach, na pierwszy rzut oka wydaje się nieciekawa, tymczasem kryje swoją unikalną historię. Jak każdy krzyż, czy też rzeźba świętego, była ofiarą wotywną, mającą za cel nakłonienie danego świętego do próby przechylenia szali. Nie można uważać, że ofiara musiała coś wymusić, były to prośby, by odwrócić los. Ciekawym zrządzeniem losu jest to, że zapewne przy upadku, figurze odpadała tylko twarz. Do „dosztukowania” twarzy niegdyś namawiano tutejszego kamieniarza Mieczysława Zaborniaka, ale meandry losu sprawiły, że do dziś Walenty twarzy nie ma. To sprawia, że ta postać jest ciekawsza i bardziej intrygująca. Właśnie z opowiadań Pana Mieczysława, udało się poznać historię tego pomnika wotywnego, ma on napisy, ale są one zamalowane i nie do odczytania. Jak widać na fotografii, figura jest bardzo mocno przechylona. Na wiosnę przyjdzie na nią czas, zostanie podjęta próba odsłonięcia napisów i zajęcia się figurą.

sw walenty (2)

Autor Grzegorz | 18 - Styczeń - 2013 |

Wyprawa na czambuły tatarskie, była bardzo dużym sukcesem militarnym Sobieskiego. Pokazał on, że mając niewiele ponad 3 tysiące żołnierzy, potrafił rozgromić liczniejsze oddziały Tatarskie. Wszystko to, dzięki idealnemu wyszkoleniu i dużemu morale swoich oddziałów. Pod Narolem rozbił on pierwsze czambuły, dlatego też, wydarzenie to zostało uwiecznione na płaskorzeźbie, w jego pałacu w Wilanowie pod Warszawą. Ta płaskorzeźba, to bardzo cenna materialna pamiątka po ważnym historycznie wydarzeniu, na skalę całego kraju i związana z Roztoczem!

sobieski pod narolem fasada pałacu w wilanowie -  wilanow-palac.pl

Od Narola, zaczyna się pogoń za Tatarami, zdobyte informacje od miejscowych i jeńców, wytyczają trasę, która biegnie przez Cieszanów i Brusno. Następnym większym celem jest Horyniec, gdzie w drodze, główne siły Dżambeta Gireja, porzucające część zdobyczy, pospiesznie wycofują się w stronę Niemirowa. Między Horyńcem, a Radrużem doszło do dużej bitwy, gdzie oddział porucznika Linkowicza zajął walką siły Tatarów, a Sobieski zadał cios ostateczny w bok kolumny przeciwnika. Z Narola do Radruża, Sobieski pokonał około 65 kilometrów. W międzyczasie rozbijał mniejsze oddziały Tatarskie, uwalniając pomniejsze jasyry. Pod Radrużem, uwolnił dwanaście tysięcy jasyru i rozbił całkowicie jedną z głównych kolumn Tatarskich, które pustoszyły okolicę Roztocza.

Poniżej mapka z próbą rekonstrukcji szlaku, którym Sobieski podążał za Tatarami.


Pokaż Mapa rekonstrukcji Wyprawy na Czambuły Tatarskie na większej mapie

Autor Grzegorz | 13 - Styczeń - 2013 |

W czerwcu 2011 roku, opisywaliśmy kamienny krzyż, (art. TUTAJ) który leżał zakryty ściółką i nikt zasadniczo o nim nie wiedział (do dzisiaj nie jest zaznaczony na mapach). Podchodziliśmy dwukrotnie do postawienia jego, bowiem za pierwszym razem myśleliśmy, że wystarczy go tylko we  trójkę złapać i postawić. Niestety, o ile nad ziemią wystaje go ponad pół metra, to w ziemi tkwi jeszcze ponad metr rozszerzającego się głazu. Dodatkowo teren jest wybitnie trudny, bowiem krzyż znajduje się na skraju wąwozu. Podjęliśmy decyzję, że postawimy go, ale tylko przy użyciu własnej siły i sposobu. Męczyliśmy się niemal cały dzień, szukając odpowiedniej „dźwigni”, aż w końcu udało się. Na pozór łatwe zadanie, było niczym kostka Rubika. Wszystko rozbijało się o to, jak stanąć na urwisku, którego miękka ziemia na stoku powodowała, przy próbie podniesienia, tego pewnie kilkuset kilogramowego krzyża, ześlizgiwanie się w dół.

W końcu, milimetr po milimetrze, krzyż stanął. Dla ciekawskich, niczego tam nie znaleźliśmy, żadnych kości alni innych artefaktów, czysty zbity żółty piach. Jednocześnie, zajmując się krzyżem, prowadziliśmy dysputy, co to za krzyż, po co go ktoś tutaj postawił. Przy takiej okazji, pojawiły się też tematy bardziej niesamowite i tajemnicze z tych okolic. Ale tego opisywać nie należy, jako zamknięta organizacja mamy swoje sekrety, nawet związane z tym krzyżem. Roztocze ma swojego ducha, swój unikalny magiczny charakter i to właśnie tego charakteru szukamy. Takie krzyże jak ten kamienny monolit, sprawiają, że trzeba poszukać znaczenia symbolicznego.

KarawakaGLC – przy różnych, okazjach pytałem różnych ludzi o ten krzyż, z czym się on im kojarzy. Pytałem się także księży, a nawet miałem okazję rozmawiać z dwoma biskupami. Od nich mam dwie niby sprzeczne, ale jednocześnie prawidłowe interpretacje. Jeden wskazywał na owy krzyż, jako papieski (heraldyczny), bowiem trzy poprzeczki, oznaczały potrójną rolę papieża w Kościele katolickim: Biskupa Rzymu, Patriarchy Zachodu i Następcy Św. Piotra. Można znaleźć wiele figur papieży, z takim krzyżem. Niestety, taki krzyż, wyryty dość niedbale w jakiejś małej wiosce nie pasuje. Trzeba innego znaczenia. Tutaj interpretacja drugiego mojego rozmówcy pasuje lepiej, mianowicie chodzi o Karawakę.

Karawaka, jest dość ciekawym i powszechnie występującym symbolem, w Polsce, szczególnie w wieku osiemnastym. Omawiany kamienny krzyż, wygląda właśnie na osiemnasty wiek kamieniarki bruśnieńskiej. Tego typu krzyże, nazywane były krzyżami morowymi, pomorowymi lub cholerycznymi. Pochodzi od historii miasta Caravaca w Hiszpanii, gdzie w czasach, gdy szalała zaraza, próbowano odgonić ją procesjami z krzyżami o dwóch belkach. Pochodził on od relikwiarza w takim kształcie, w którym przechowywane były drzazgi krzyża, na którym umarł Chrystus. Zaraza opuściła miasto i odtąd ten krzyż stał się cudownym symbolem do zwalczania morowego powietrza. Symbol ten szybko się rozprzestrzenił i w wielu miastach i wioskach stawiano te krzyże, by chronić miejscowość, czy też odstraszać tym amuletem zło w postaci morowego powietrza.

Kamienna karawaka brusno

Możemy do dziś spotkać takie krzyże w całym kraju, ale są one zasadniczo drewniane i mają dwie belki, na których pisany był tekst modlitwy, będącej czymś w rodzaju zaklęcia. Ponieważ do momentu znalezienia tego krzyża, nie zwracałem uwagi na tak zwane karawaki, to nie kojarzę w dość dużym promieniu od Brusna Starego żadnej Karawaki. Występują na pewno na Roztoczu Środkowym. Dlaczego ten o którym mówimy, ma trzy belki, a karawaki są dwu ramienne? Ze znalezionych informacji, wiadomo, że są też spotykane karawaki trójramienne. Dlatego też, możemy tutaj śmiało powiedzieć, że mamy swoisty unikat, kamienny krzyż, z wyrytą kamienną trójramienną karawaką. Dawni mieszkańcy, zapewne w wieku osiemnastym, wystawili magiczny krzyż, mający ich chronić przed zarazą. Zapewne w tamtych czasach był to koniec wioski. Potem, przed wojną, krzyż stał praktycznie w środku wioski, na posesji jednego z gospodarzy na skraju sadu. Oczywiście, zagadka krzyża jest rozwiązana teoretycznie, gdyż niestety sam symbol w takiej formie niewiele mówi. Istnieje też taka możliwość, że krzyż ma jakiś związek z Sobieskim. Ale to już dywagacje wyższego stopnia. Publikuję ten tekst nie po to, by wyjaśnić znaczenie tego symbolu, bo jest to tylko interpretacja, ale być może nakłonić kogoś, kto mógł się zetknąć z tym symbolem i zna jego inną historię.