Roztoczanki czyli dziś takich dziewczyn już nie ma – kontynuujemy o Linii Mołotowa

molot5

Będąc rdzennym mieszkańcem Roztocza Wschodniego, którego korzenie pochodzą spod Wysokiej Góry i spod Giłu, inaczej też patrzę na Linię Mołotowa. Czasem znajduję w sieci coś w rodzaju grup eksploratorskich, które przechwalają się tym, że odkryły jakiś bunkier na Górze Brusno (Wysoka Góra). Tymczasem nawet moja mama była tam wcześniej (lata 60-te) we wszystkich i na dodatek z całą bandą dzieciaków z okolicy, mając do dyspozycji liny, penetrowali wszystkie podziemia w całej okolicy. Sam w dzieciństwie przechodziłem obok wielu bunkrów, ale nie wchodziłem do nich.

molot1

W okolicy utarły się takie historyjki, związane z bunkrami, by do nich nie wchodzić, bo wpadnie się do jakiej studni, czy szamba i utonie. Albo bardziej wyrafinowane. Na Hrebciance jakiś czas po wojnie, w jednym z bunkrów znaleziono kościotrupa radzieckiego żołnierza. Wtedy też straszono dzieci, że nie wolno tam wchodzić, bo kościotrup tam cię zje. Dzieciaki jednak były żądne przygód. Zaopatrywały się w liny i schodzili na niższe poziomy. Czasem coś znajdywano. Na przykład element karabinu, którym potem się bawiono w wojnę.

molot4

Gorsze były jednak inne znaleziska, czyli wszelkiej maści pociski. Znanych jest wiele historii o tym, jak to dzieci znajdujące pociski, wrzucały je do ognia i ginęły. Właśnie na Hrebciance wydarzyła się taka smutna historia. Tam w bunkrach było dużo pocisków i podobno nadal w ziemi tkwią. W ogóle dużo tam złomu. Jeszcze pod koniec lat 60-tych przy drodze niedaleko kamiennych słupów stał znak z ostrzeżeniem, by nie wchodzić do lasu, bo nadal tkwiły w ziemi miny. Dopiero z czasem pojawili się saperzy i z wykrywaczami metali wyszukiwali pocisków i min w ziemi. Gdzieś w dolinie Brusienki, podczas krosu po wąwozach dostrzegłem coś, co można nazwać pokrywą od miny. Dziś nadal odważni kopią w tych okolicach i szukają szczęścia. Chyba najbardziej niezwykłą historią, jaką słyszałem od starszych ludzi, jest teoria, że ruskie pod każdym bunkrem zakopali ogromne ładunki wybuchowe. Ale zapewne nie zdołali zrobić systemu detonacji. W razie, gdyby przeciwnik zdobył te bunkry, miały być  wysadzone w powietrze…

molot2

Linia Mołotowa nadal ma wiele tajemnic. Ogromna ilość niezwykłych historii odeszła ze starszymi ludźmi. My dziś jak pół mózgi tylko patrzymy w szklane pudełko, obserwując życiowe seriale (podczas gdy życie ucieka za oknem), w ten sposób odcięliśmy się od historii przekazywanej przez starszych ustnie. Dziś dzieci już nie słuchają wielokrotnie powtarzanych opowieści z wojny i legend (ułatwiało to nauczenie się tych historii), tylko relacjonują swoje czynności na facebooku w stylu: właśnie siadam na klopa. Kiedyś nastoletnie dziewczyny szukały rozrywki biegając po wzgórzach, wąwozach, zdobywając je dawno przed uzbrojonymi w mapy sztabowe, GPSy szpecami, do tego penetrowały bunkry, ruiny… a dziś ich najprzedniejszą rozrywką jest stos kosmetyków i butów. Dziś już prawdziwych Roztoczanek nie ma… a bunkry dla dzisiejszych dziewczyn, to jakaś totalna nieinteresująca fikcja. avtor – GLC

molot3

Zakochaj się w Linii Mołotowa ;)

Dla „regionu” nadchodzą cały czas nowe i pozytywne wieści. Żeby mieć rozeznanie o co dokładnie chodzi, trzeba by dużo opisywać. Jednym z takich ciekawych aspektów jest Linia Mołotowa. Dzięki uprzejmości nestora turystyki roztoczańskiej – dr Makra Wiśniewskiego, dowiedziałem się o niezwykłej publikacji, która za jakiś czas niedługi wyjdzie na światło dzienne. Traktuje ona o Linii Mołotowa. Wyszło już wiele tego typu publikacji, ale ta będzie unikatowa, jak zapowiada nestor. Mam nadzieję, że wpłynie ona na rozwój idei wykorzystania tej niezwykłej atrakcji do celów turystycznych i promocyjnych regionu. Jako że turystyka militarna jest dla mnie szczególnie interesująca, postanowiłem przy najbliższej okazji wstąpić na Hrebciankę. Wynik tej kilkugodzinnej eksploracji był dla mnie zaskakujący. Oto wrażenia z sobotniej eksploracji:

1

Dotychczas eksplorację Hrebcianki z różnych względów traktowałem chaotycznie. Wpadałem tam tylko po to, by zaliczyć wszystkie bunkry. Często oprowadzając kogoś, musiałem się dostosowywać do pobieżności. Jak zauważyłem, nie każdy rozróżnia rodzaj bunkra, czy też jego aspekt historyczno – zabytkowy, ot takie coś betonowego szpetnego w krzakach. Stąd nadrabiając stratę, tym razem koło trzech godzin poświęciłem na stosunkowo mały teren do eksploracji, jakim jest Wzgórze HR. Do swoich celów, nadaję nazwy operacyjne dwuliterowe, taki militarny kod wewnętrzny.

7

Wzgórze HR jest przepiękną fortecą. Pod względem militarnym, zachowała się niemal kompletnie. Wystarczyłoby trochę prac kosmetycznych i mielibyśmy stan bliski temu z 1941 roku. Dla osoby takiej jak ja, która ma doświadczenie wojskowe, artyleryjskie, wyćwiczone w warunkach bojowych na poligonach, to kilkugodzinne bieganie po okopach i bunkrach, było niemal jak symulacja rzeczywistości z 1941 roku. Czasem miałem dziwne wrażenie, że plątają się wokół jakieś duchy żołnierzy radzieckich… niesamowity klimat… dzięki sporej wiedzy, mogę sobie dokładnie zobrazować tę rzeczywistość.

6

System okopów na Wzgórzu HR, jest dla mnie niezwykłą atrakcją. Przemierzając zachodni stok i poszukując bunkrów, przy trzecim z nich (nr 6), na północnym stoku postanowiłem znaleźć czwarty (nr 5) idąc okopem, który gdyby nie zakrzaczenie, wyglądałby jakby przed chwilą wykopany. Po chwili przedzierania się, moim oczom ukazał się przepiękny betonowy, prawie okrągły, obiekt do prowadzenia ognia niemal we wszystkie strony.

5

Wyjątkowość takich miejsc jak Wzgórze HR, polega na tym, że mamy tutaj niezwykłą kompozycję przyrodniczo militarną. Przyroda wzięła sobie do serca jedną z funkcji takich miejsc i postanowiła zamaskować bunkry. O ile znalezienie ich w takiej zimowo wiosennej porze jest łatwe, to w lecie można przejść obok takiego bunkra i nie zobaczyć go. Właśnie taka kompozycja – przyrodniczo militarna powoduje to, że zwiedzanie tego wzgórza jest jak przygoda. Nie poruszam tutaj aspektów historyczno – architektonicznych, bowiem można na ten temat książki pisać. Natomiast, mało kto porusza aspekt wrażeń i odczuć estetycznych zwiedzania bunkrów.

8

Jednym z ciekawszych elementów zwiedzania, są odkrycia. Odkrycie takie jest zależne od naszej indywidualnej wiedzy. Jeżeli przeczytamy 10 książek i mnóstwo artykułów o Linii Mołotowa, to w momencie, gdy znajdziemy coś, co nie było opisywane, mamy niezwykłą satysfakcję. Nie ma dla nas większego znaczenia, że w tej jedenastej nieprzeczytanej przez nas książce, akurat ktoś to opisał. Dla nas jest to cenne odkrycie, dlatego, że nie spodziewaliśmy się tego i stanowi to dla nas zagadkę. Co to jest?

2

Można śmiało powiedzieć, że ten obiekt pochodzi z czasów wojny. Ma około dwa metry długości i około metra szerokości. Wygląda jak jakiś fundament, czy też podstawa. Z przodu jest luka jakby dziura na coś. Z tyłu mamy jakieś dwa półokrągłe elementy murowane. Wydawało by się, że to przypadkowy mało znaczący obiekt, ale coś podobnego tylko z innego budulca jest też w innym miejscu. Pierwszy możemy znaleźć między bunkrami nr 2 i 3 a drugi gdzieś niedaleko nr 5. Bunkier nr 1 to dowódczy, dwójka to ten z wyjętym działem i dalsza numeracja zgodnie z ruchem wskazówek zegara.

4

Nie wiem co to jest, ale jako murowany obiekt nakazuje zwrócić uwagę i zbadać sprawę. Patrząc na ulokowanie bunkrów, można odnieść wrażenie, że te dwa stanowiska osłaniają bunkier dowódczy na samym szczycie. Bowiem „Dowódca” nie ma żadnego uzbrojenia, ma tylko drzwi wejściowe. Należy tutaj przypuszczać, że bunkier ten był pod specjalną osłoną ogniową, jako najważniejszy. Architektonicznie Wzgórze HR powinno mieć jeszcze specjalne gniazda ogniowe na zachodniej stronie. Prawdę mówiąc, pod tym względem to wzgórze zaczyna dopiero być ciekawe. A od zaciekawienia, do zakochania… jeden krok 😉 *** avtorGLC ***

3

Zmarł wybitny regionalista

14 stycznia zmarł Marek Janczura. Nazywam go jednym z czołowych regionalistów ziemi lubaczowskiej i Roztocza Wschodniego. Wiem, że za określenie „wybitny” udzieliłby mi ostrej reprymendy, ale patrząc na to z góry, zgodzi się ze mną. Był on też moim nauczycielem od historii. To między innymi jego zasługa, że patrzę na Roztocze tak a nie inaczej. To chyba jedyna osobistość, która praktykowała szczególnie mi bliską turystykę połączoną z elementami wojskowości.

Oddział Rozpoznawczo Badawczy w swojej nazwie, jest bardziej militarny niż turystyczny. Naszym szczególnym celem w OR-BAD było rozpoznanie terenu. Dotychczas nie wymieniałem tej osobistości, bowiem żyjących znajomych traktuje się inaczej. Teraz staje się on jednym z duchów OR-BAD, postacią legendarną. Zdaję sobie sprawę, że o niektórych sprawach związanych z nim wie tylko garstka osób. Czuję się powiernikiem pewnych rzeczy. Uważam, że drugi człowiek żyje nadal, dopóki są realizowane jego cele i idee. Osobowości wybitne, zawsze znajdą kontynuatorów.  GLC

Cześć Twojej Pamięci…

Z Bajki

Kamienne figury dla szeroko pojętego ogółu są zwykłymi krzyżami. Tymczasem dla pasjonatów są to ciekawe obiekty mające walory historyczne, artystyczne i religijne. Istnieje jeszcze jeden rodzaj osobistości, które można tutaj przytoczyć, są to takie „ludzie” co zabierają się za takie figury pod kątem naukowym i budowlano-architektonicznym. Nie będę tutaj wymieniał innych i ich podejścia do tego tematu, bowiem jest to ich sprawa i ich „filozofia krzyżowa” poparta doświadczeniami. My się skupimy na swoim punkcie widzenia.

Rozmawiając z różnymi ludźmi, a także obserwując krzyżową rzeczywistość, musiałem skorygować swój punkt widzenia względem innych. Powstało coś w rodzaju drogi OR-BAD w tym zakresie. Pod względem naukowym pokazuje się bardzo jasne podejście. W swoim gronie lubimy rozmawiać na bardzo różne tematy, pasjonują nas bajki i rzeczy niezwykłe. Roztocze dla nas to kraina z bajki, do której się wybieramy na przygodę. Te kamienne figury, to też element tej bajki, znaki czasu, drogowskazy i symbole. Dlatego należy z nich wyciągnąć ile się da tej bajki i czegoś niezwykłego, nie popadając jednocześnie w paranoję. Turystyka nie jest dziedziną ani naukową, ani paranoją, to rozrywka, albo wrażenia estetyczne. Roztocze to rozrywka a krzyże dodają wrażeń estetycznych.

 

k

Kamienne krzyże odzyskują historię

Na obecną chwilę opisanych jest 126 obiektów z małej architektury sakralnej, w tym głównie kamienne krzyże. Jak na razie jest to tylko ziemia lubaczowska, ale od wiosny projekt powinien się posunąć też na Roztocze Środkowe.

Działania związane z krzyżami kamiennymi, zapoczątkowało w OR-BAD postawienie „karawaki” w Bruśnie Starym, jednego z najstarszych krzyży Roztocza. Teraz przyszedł czas na bardziej zdecydowane działania. Efekty już na wiosnę.

bener kamienny

Darcie pierza

Ciekawy temat, czyli darcie pierza, jest coraz popularniejszy w wielu regionach kraju. Często są robione swoiste przedstawienia, niestety my w regionie praktycznie takich rzeczy zobaczyć nie możemy, tymczasem była to niezwykła okazja dla „bab ze wsi” by się spotkać, a nawet w swoim gronie zabawić.

Darcie pierza w Bruśnie najczęściej odbywało się w zimie. Było wtedy dużo gęsi i trzeba było poświęcić dużo czasu na to. Gospodyni zwoływała baby ze wsi na darcie pierza. Nie obeszło się też bez poczęstunku, na przykład kanapek. Oczywiście w zależności od gospodyni był też poczęstunek winem, lub nalewką. Samo darcie pierza, wyglądało nieco drastycznie dla przewrażliwionych obrońców zwierząt. Zacinało się gęś i od razu zdzierało z niej pierze. To dlatego, że póki gęś była ciepła i świeża, to pióra łatwo schodziły, potem gdy wyzimniała, to darcie było już ciężkie. Nie parzyło się gorącą wodą, bo to sprawiało, że pióra traciły swoje właściwości. Jeżeli były twarde pióra, gospodynie miały swoje sposoby na ich wyrywanie, przeprasowywało się tedy gorącym żelazkiem. Przy okazji pracy oczywiście nie obyło się bez plotek, opowiadań różnych historii i oczywiście śpiewów. Relacja od starszej gospodyni z Brusna (fot poniżej z sieci)

darcie

Poszukiwania stroju ludowego z ziemi lubaczowskiej

Odkrycia, czy też lepiej mogło brzmieć: odświeżenia, to nie tylko ukazanie nowych nieznanych obiektów w terenie, ale także kultura ludowa, która w zastraszającym tempie zanika. Przy okazji wigilii w Bruśnie, nie mogłem usiedzieć, by nie skorzystać z okazji i nie przepytać jakiejś starszej Pani, odnośnie dawnych zwyczajów. Wśród wielu tematów, kwestia stroju ludowego w Bruśnie będzie najlepsza, do zaprezentowania na tę chwilę.

Według relacji mojej rozmówczyni, na uroczystości dziewczęta były ubierane odświętnie, w specjalny strój ludowy. W Bruśnie był to granatowy gorset z wyszywanymi cekinami kwiatami. Na barkach przyszywane było coś w rodzaju kotylionów. Były białe koszule z płótna. Spódnice były kolorowe w kwiaty. Tutaj należy zwrócić uwagę na pewien bardzo ważny aspekt. Niektórzy uważają, że strój ludowy powinien mieć jednolity charakter, jak na przykład mieli Krakusi, czy Kaszubi, tymczasem w naszym powiecie, jako że był on stosunkowo biedny i nie miał dużego centrum miejscowego i kulturotwórczego, a także było sporo przyjezdnych z różnych regionów, mieliśmy tak na prawdę totalny miks strojów ludowych. Strój w Nowinach Horynieckich był drastycznie inny niż w Horyńcu, czy też w Bruśnie. Następnym ważnym elementem był aspekt zamożności gospodarza. Należy wziąć za pewnik fakt, że bogatszy gospodarz nie szył sam sobie ubrania, tylko jadąc na targ, na przykład do Lwowa, kupował tam sobie i rodzinie stroje. Tymczasem jakaś biedna rodzina, mogła sobie pozwolić tylko na własnoręczne wykonanie takowego stroju. Dlatego też wyglądał on często tak jak na tym obrazku poniżej, gdzie z lewej mamy ewidentnie zamożną chłopkę, a po prawej trochę mniej, stąd ich stroje różnią się. Ta fotografia przedstawia przedwojenną uroczystość dożynkową w Horyńcu. Stan kieszeni danej rodziny stanowił o tym, czy kupowano gdzieś na przykład od Żyda wyszukany strój z Małopolski, Rzeszowa, albo ze Lwowa. Stąd kupne stroje z Galicji, nieco zatarły aspekt rodzimej kultury stroju ludowego. Ale daje to nam jednocześnie ciekawy kierunek ku temu, by szukać źródła. To te liche i proste stroje z tego regionu, gdzie jakaś gospodyni sama uszyła, dając jakieś swoje wzorki, możemy uznać za nasze regionalne ludowe. Tylko czy uda się nam coś takiego odnaleźć?

str lud

Poszukiwanie zaginionych krzyży kamiennych – wskazówki

Czasem zdarza się taka grupka odjechanych ludzi, którzy szukają zaginionych kamiennych krzyży po lasach, czy łąkach, po nieistniejących już roztoczańskich wioskach. Trzeba sobie wyobrazić pewną sytuację, by w ogóle zrozumieć o co chodzi. Mianowicie, ponad sto lat temu, dzięki działalności ośrodka kamieniarskiego w Bruśnie, zapanowała moda, by zastępować drewniane krzyże, tymi kamiennymi, które były bardziej trwałe. Wtedy w wioskach zaroiło się na podwórkach od krzyży. Oczywiście głównie u tych bogatszych gospodarzy. Były to zazwyczaj fundacje dziękczynne, gdzie gospodarz dziękował Bogu za wysłuchane modlitwy. Nie można też uniknąć sytuacji, gdzie były sytuacje, że jak sąsiad ma, to ja też muszę. W każdym bądź razie, wioski były wypełnione przydomowymi krzyżami. Następny rodzaj krzyży, to te polne, stawiane w podobnych intencjach. Innym rodzajem były krzyże pomnikowe, stawiane przez gromadę, z jakiejś okazji, na przykład zniesienia pańszczyzny, czy też ustąpienia zarazy.

Teraz, mając taką wiedzę, trzeba podumać, czy były jakieś szczególne miejsca, gdzie stawiano krzyże? Oczywiście że tak! Głównie były to skrzyżowania. Oglądając krzyże w terenie, zobaczymy, że ogromna ich ilość była stawiana głównie przy drogach i szczególnie na skrzyżowaniach. Mając taką wydawało by się mało znaczącą informację, możemy wyruszyć do lasu na poszukiwanie krzyży. Jeżeli jeszcze będziemy posiadać jakąś starą mapę, gdzie są zaznaczone dość dokładnie zabudowania, które już nie istnieją, to tym bardziej będzie nam łatwo namierzyć takie obiekty. Dodatkowo wiedza na temat granic wiosek, czy przysiółków, albo własności ziemskich, stworzy nam teoretyczną siatkę możliwości występowania zaginionych krzyży, które mogą sobie wywrócone leżeć kilka centromerów pod ziemią. Czekamy na odkrycia 🙂

zaginion

Gdzie szukać duchów? – poradnik odkrywcy

Rozmawiając z wieloma starszymi ludźmi, zauważyłem ciekawą prawidłowość. Często wspominają o duchach, miejscach gdzie straszyło, czy też pojawiały się jakieś zjawy. Na Roztoczu, takim klasycznym miejscem, o „zjawiskowej” sławie, było i nadal jest Kobyle Jezioro w okolicy Huty Złomy. Prawdę mówiąc, zawsze czuję się tam troszeczkę inaczej, niż w innych miejscach. Kobyle Jezioro słynie z różnych zjaw się tam plączących. Znana jest ciekawa relacja, gdzie dwie osoby widziały tę samą zjawę, był to jakiś jeździec na białym koniu.

Drugim takim dość niezwykłym miejscem, jest cerkiew w Bruśnie Nowym. Ludzie opowiadają, że kiedyś tam straszyło, plątała się tam dziwna zjawa, jakiś osobnik w płaszczu i kapeluszu. Także ciekawym miejscem, jest Świdnica. Tam, w lesie, w miejscu gdzie stoi krzyż z gwiazdką, miała się błąkać kobieta i lamentować. Podobnie w okolicy krzyża na poczatku przysiółka Horyńca: Hałanie. Straszyć miało też nieopodal Hrebcianki, przy przydrożnym krzyżu na kumulacji terenu, w stronę stadniny. Mamy też wiele domów gdzie straszyło.

Ciekawym aspektem, są też miejsca, gdzie oddziaływały pozaziemskie moce, czyli krzątały się diabły i czarownice. Dawno temu, mówiono, że na tak zwanej Łysej Górze, nieopodal Polanki, czarownice się zbierały i tam harcowały. Tymczasem w okolicy Werchraty, setki lat temu, na wzniesieniu Monastyr, zbierały się diabły. Tę historię zna pewnie każdy, związaną z Diabelskim Kamieniem.

Moim ulubionym tematem są lasy, gdzie czepia się błąd, albo jak niektórzy mówią, tam gdzie diabeł w głowie miesza. Do takich lasów można zaliczyć lasy Bruśnieńskie – Kierniczki, oraz lasy Nowin Horynieckich – od okolicy, nazywanej przez miejscowych Sawarychą. Trzeba samemu znaleźć się w takim lesie, myśleć, że się go zna i wyjść nagle w całkowicie innym miejscu niż się myślało, by zrozumieć, jak powstawały legendy. Do dziś słyszę od wielu ludzi, którzy znali lasy jak własną kieszeń i się w nich gubili.

O co chodzi z tym straszeniem? Czy to tylko bajki? Dlaczego już teraz nie straszy? Te pytania są trudne, i najlepiej pasowały by do programu „Nie do wiary”. Tymczasem, znając historię okolic, można wysnuć ciekawe odpowiedzi. Otóż lasy w okolicy Nowin, jak i Kierniczki, były naznaczone potyczkami wojennymi, szczególnie w Nowinach zginęło w nich około tysiąca ludzi. Krzyże też są ciekawymi miejscami. Często zakopywano samobójców właśnie pod krzyżami, bo dla nich nie było miejsca na cmentarzach. Tak było na przykład w Płazowie, gdzie był oddzielny cmentarz dla wisielców. Do dziś nikt się nim nie zajmuje…

Temat jest niezwykle ciekawy i ubarwia szarą rzeczywistość. Dziś praktycznie już nikt nie chodzi w nocy po lesie, teraz w ostateczności gdzieś przejeżdżamy samochodem rozświetlając przestrzeń światłami. Kiedyś tak nie było, kiedyś byliśmy tylko my i las…

duchy