or-bad

To debiut Kaskad Sopotu w "sieci" (nazywanych też wodospadami).  Do tej pory można było znaleźć tylko wzmianki o tym niesłychanie ciekawym obiekcie geoturystycznym. Wielu, nie udało się trafić do tej ...

wmb

Między Nowym Brusnem a Chotylubiem istniała wioska, nazywana Rudką (wcześniej Rudą Bruśnieńską). Obecnie jest tam tylko jedno gospodarstwo, 19 kwietnia 1944 roku w nocy napadły na wioskę oddziały UPA i ...

wuj

Klikając na powyższy obrazek, lub TUTAJ wejdziemy na fotogalerię. Zawiera ona zdjęcia z trasy Gorajec i Czartowe Pole w Hamerni. Między Gorajcem a Hamernią zaplątała się klamka z drzwi kościelnych, ...

Autor Grzegorz | 4 - Styczeń - 2014 |

Ciekawy temat, czyli darcie pierza, jest coraz popularniejszy w wielu regionach kraju. Często są robione swoiste przedstawienia, niestety my w regionie praktycznie takich rzeczy zobaczyć nie możemy, tymczasem była to niezwykła okazja dla „bab ze wsi” by się spotkać, a nawet w swoim gronie zabawić.

Darcie pierza w Bruśnie najczęściej odbywało się w zimie. Było wtedy dużo gęsi i trzeba było poświęcić dużo czasu na to. Gospodyni zwoływała baby ze wsi na darcie pierza. Nie obeszło się też bez poczęstunku, na przykład kanapek. Oczywiście w zależności od gospodyni był też poczęstunek winem, lub nalewką. Samo darcie pierza, wyglądało nieco drastycznie dla przewrażliwionych obrońców zwierząt. Zacinało się gęś i od razu zdzierało z niej pierze. To dlatego, że póki gęś była ciepła i świeża, to pióra łatwo schodziły, potem gdy wyzimniała, to darcie było już ciężkie. Nie parzyło się gorącą wodą, bo to sprawiało, że pióra traciły swoje właściwości. Jeżeli były twarde pióra, gospodynie miały swoje sposoby na ich wyrywanie, przeprasowywało się tedy gorącym żelazkiem. Przy okazji pracy oczywiście nie obyło się bez plotek, opowiadań różnych historii i oczywiście śpiewów. Relacja od starszej gospodyni z Brusna (fot poniżej z sieci)

darcie

Autor Grzegorz | 15 - Grudzień - 2013 |

Odkrycia, czy też lepiej mogło brzmieć: odświeżenia, to nie tylko ukazanie nowych nieznanych obiektów w terenie, ale także kultura ludowa, która w zastraszającym tempie zanika. Przy okazji wigilii w Bruśnie, nie mogłem usiedzieć, by nie skorzystać z okazji i nie przepytać jakiejś starszej Pani, odnośnie dawnych zwyczajów. Wśród wielu tematów, kwestia stroju ludowego w Bruśnie będzie najlepsza, do zaprezentowania na tę chwilę.

Według relacji mojej rozmówczyni, na uroczystości dziewczęta były ubierane odświętnie, w specjalny strój ludowy. W Bruśnie był to granatowy gorset z wyszywanymi cekinami kwiatami. Na barkach przyszywane było coś w rodzaju kotylionów. Były białe koszule z płótna. Spódnice były kolorowe w kwiaty. Tutaj należy zwrócić uwagę na pewien bardzo ważny aspekt. Niektórzy uważają, że strój ludowy powinien mieć jednolity charakter, jak na przykład mieli Krakusi, czy Kaszubi, tymczasem w naszym powiecie, jako że był on stosunkowo biedny i nie miał dużego centrum miejscowego i kulturotwórczego, a także było sporo przyjezdnych z różnych regionów, mieliśmy tak na prawdę totalny miks strojów ludowych. Strój w Nowinach Horynieckich był drastycznie inny niż w Horyńcu, czy też w Bruśnie. Następnym ważnym elementem był aspekt zamożności gospodarza. Należy wziąć za pewnik fakt, że bogatszy gospodarz nie szył sam sobie ubrania, tylko jadąc na targ, na przykład do Lwowa, kupował tam sobie i rodzinie stroje. Tymczasem jakaś biedna rodzina, mogła sobie pozwolić tylko na własnoręczne wykonanie takowego stroju. Dlatego też wyglądał on często tak jak na tym obrazku poniżej, gdzie z lewej mamy ewidentnie zamożną chłopkę, a po prawej trochę mniej, stąd ich stroje różnią się. Ta fotografia przedstawia przedwojenną uroczystość dożynkową w Horyńcu. Stan kieszeni danej rodziny stanowił o tym, czy kupowano gdzieś na przykład od Żyda wyszukany strój z Małopolski, Rzeszowa, albo ze Lwowa. Stąd kupne stroje z Galicji, nieco zatarły aspekt rodzimej kultury stroju ludowego. Ale daje to nam jednocześnie ciekawy kierunek ku temu, by szukać źródła. To te liche i proste stroje z tego regionu, gdzie jakaś gospodyni sama uszyła, dając jakieś swoje wzorki, możemy uznać za nasze regionalne ludowe. Tylko czy uda się nam coś takiego odnaleźć?

str lud

Autor Grzegorz | 9 - Grudzień - 2013 |

Czasem zdarza się taka grupka odjechanych ludzi, którzy szukają zaginionych kamiennych krzyży po lasach, czy łąkach, po nieistniejących już Roztoczańskich wioskach. Trzeba sobie wyobrazić pewną sytuację, by w ogóle zrozumieć o co chodzi. Mianowicie, ponad sto lat temu, dzięki działalności ośrodka kamieniarskiego w Bruśnie, zapanowała moda, by zastępować drewniane krzyże, tymi kamiennymi, które były bardziej trwałe. Wtedy w wioskach zaroiło się na podwórkach od krzyży. Oczywiście głównie u tych bogatszych gospodarzy. Były to zazwyczaj fundacje dziękczynne, gdzie gospodarz dziękował Bogu za wysłuchane modlitwy. Nie można też uniknąć sytuacji, gdzie były sytuacje, że jak sąsiad ma, to ja też muszę. W każdym bądź razie, wioski były wypełnione przydomowymi krzyżami. Następny rodzaj krzyży, to te polne, stawiane w podobnych intencjach. Innym rodzajem były krzyże pomnikowe, stawiane przez gromadę, z jakiejś okazji, na przykład zniesienia pańszczyzny, czy też ustąpienia zarazy.

Teraz, mając taką wiedzę, trzeba podumać, czy były jakieś szczególne miejsca, gdzie stawiano krzyże? Oczywiście że tak! Głównie były to skrzyżowania. Oglądając krzyże w terenie, zobaczymy, że ogromna ich ilość była stawiana głównie przy drogach i szczególnie na skrzyżowaniach. Mając taką wydawało by się mało znaczącą informację, możemy wyruszyć do lasu na poszukiwanie krzyży. Jeżeli jeszcze będziemy posiadać jakąś starą mapę, gdzie są zaznaczone dość dokładnie zabudowania, które już nie istnieją, to tym bardziej będzie nam łatwo namierzyć takie obiekty. Dodatkowo wiedza na temat granic wiosek, czy przysiółków, albo własności ziemskich, stworzy nam teoretyczną siatkę możliwości występowania zaginionych krzyży, które mogą sobie wywrócone leżeć kilka centromerów pod ziemią. Czekamy na odkrycia :)

zaginion

Autor Grzegorz | 11 - Listopad - 2013 |

Rozmawiając z wieloma starszymi ludźmi, zauważyłem ciekawą prawidłowość. Często wspominają o duchach, miejscach gdzie straszyło, czy też pojawiały się jakieś zjawy. Na Roztoczu, takim klasycznym miejscem, o „zjawiskowej” sławie, było i nadal jest Kobyle Jezioro w okolicy Huty Złomy. Prawdę mówiąc, zawsze czuję się tam troszeczkę inaczej, niż w innych miejscach. Kobyle Jezioro słynie z różnych zjaw się tam plączących. Znana jest ciekawa relacja, gdzie dwie osoby widziały tę samą zjawę, był to jakiś jeździec na białym koniu.

Drugim takim dość niezwykłym miejscem, jest cerkiew w Bruśnie Nowym. Ludzie opowiadają, że kiedyś tam straszyło, plątała się tam dziwna zjawa, jakiś osobnik w płaszczu i kapeluszu. Także ciekawym miejscem, jest Świdnica. Tam, w lesie, w miejscu gdzie stoi krzyż z gwiazdką, miała się błąkać kobieta i lamentować. Podobnie w okolicy krzyża na poczatku przysiółka Horyńca: Hałanie. Straszyć miało też nieopodal Hrebcianki, przy przydrożnym krzyżu na kumulacji terenu, w stronę stadniny. Mamy też wiele domów gdzie straszyło.

Ciekawym aspektem, są też miejsca, gdzie oddziaływały pozaziemskie moce, czyli krzątały się diabły i czarownice. Dawno temu, mówiono, że na tak zwanej Łysej Górze, nieopodal Polanki, czarownice się zbierały i tam harcowały. Tymczasem w okolicy Werchraty, setki lat temu, na wzniesieniu Monastyr, zbierały się diabły. Tę historię zna pewnie każdy, związaną z Diabelskim Kamieniem.

Moim ulubionym tematem są lasy, gdzie czepia się błąd, albo jak niektórzy mówią, tam gdzie diabeł w głowie miesza. Do takich lasów można zaliczyć lasy Bruśnieńskie – Kierniczki, oraz lasy Nowin Horynieckich – od okolicy, nazywanej przez miejscowych Sawarychą. Trzeba samemu znaleźć się w takim lesie, myśleć, że się go zna i wyjść nagle w całkowicie innym miejscu niż się myślało, by zrozumieć, jak powstawały legendy. Do dziś słyszę od wielu ludzi, którzy znali lasy jak własną kieszeń i się w nich gubili.

O co chodzi z tym straszeniem? Czy to tylko bajki? Dlaczego już teraz nie straszy? Te pytania są trudne, i najlepiej pasowały by do programu „Nie do wiary”. Tymczasem, znając historię okolic, można wysnuć ciekawe odpowiedzi. Otóż lasy w okolicy Nowin, jak i Kierniczki, były naznaczone potyczkami wojennymi, szczególnie w Nowinach zginęło w nich około tysiąca ludzi. Krzyże też są ciekawymi miejscami. Często zakopywano samobójców właśnie pod krzyżami, bo dla nich nie było miejsca na cmentarzach. Tak było na przykład w Płazowie, gdzie był oddzielny cmentarz dla wisielców. Do dziś nikt się nim nie zajmuje…

Temat jest niezwykle ciekawy i ubarwia szarą rzeczywistość. Dziś praktycznie już nikt nie chodzi w nocy po lesie, teraz w ostateczności gdzieś przejeżdżamy samochodem rozświetlając przestrzeń światłami. Kiedyś tak nie było, kiedyś byliśmy tylko my i las…

duchy

Autor Grzegorz | 29 - Październik - 2013 |

W 2014 roku będziemy obchodzić 5 lecie istnienia. Do tego czasu sformułujemy nowe koncepcje działania. Do tej pory, zajmowaliśmy się głównie turystyką i zgłębianiem wiedzy o regionie. Sprawy osobiste jednego z członków OR-BAD się krystalizują i zapewne niedługo do wypraw będzie dołączał… junior. Nasze wyprawy, często były nakierowane na pryzmat kamieniarki i kompozycji z krajobrazem. Teraz czas na konkretne działania. Wchodzimy w kamieniarkę.

Autor Grzegorz | 26 - Październik - 2013 |

Jeżeli szukasz skarbów, albo czegoś starego, czy rzeczy uznawanych obecnie za muzealne, to jednym z takich miejsc ze wspólnym łączącym mianownikiem, będzie woda.

brus

Z jakiegoś powodu, dawno temu, ludzie lubili chować coś w studniach. Uważali, że rabusie tam nie będą wchodzić. Często też, do studni przypadkiem wpadały jakieś naczynia. Czasem ktoś coś na złość tam wrzucał. To samo z rzekami, mniejszymi lub większymi. Są one naszpikowane różnymi przedmiotami. Gubiono tam bardzo dużo naczyń. Gdy wpadło tam coś drobnego, woda nurtem poniosła i od razu zakopywała w piasku, albo w mule. Bagna, jeziora, kryją wiele niespodzianek. Także źródła są ciekawymi miejscami. Często lubiano wrzucać tam pieniążki. Dlatego też, jak chcesz coś znaleźć, szukaj wody, na pewno coś znajdziesz.

Uprzejmie prosimy, nie być „żyłami” i gdzieś publikować odkrycia wodne w sieci, chętnie pooglądamy coś ciekawego 😉

 

Autor Grzegorz | 26 - Październik - 2013 |

Małe zmiany na stronie. Od dziś, co jakiś czas, pojawiać się będą wpisy, które będą zdradzać sekrety „poszukiwaczy”. Zdradzimy wiele sekretów, odnośnie patrzenia na teren i poszukiwania w terenie, a także w „innych miejscach”. Jeżeli będziesz z nami, to wiedz, że jak pójdziesz nawet do lasu, to nie będzie on już taki sam. A to wszystko po to, by pojawiło się więcej tych, którzy będą chcieli pisać o swoich mniejszych lub większych odkryciach. OR-BAD nie jest grupą, która szuka tłumów, nasze treści są przeznaczone tylko dla pasjonatów. Dlatego, na stronie pojawiać się będą też relacje, czy opisy badawcze, rzeczy związanych z Roztoczem i okolicą, których nie ma nigdzie. Ale, z drugiej strony, nie są niezwykłe i spektakularne, są czymś niezwykłym tylko dla pasjonatów.

Autor Grzegorz | 24 - Czerwiec - 2013 |

Relacja poniższa pochodzi z opowieści Pani, która pamięta jeszcze tamte czasy, mieszka w Dziewięcierzu i znała osobę, która miała te objawienia. Nie jest to próba narzucenia kultu, czy też robienia sensacji, ale zachowania i rozpowszechnienia tej niezwykłej historii, która z różnych powodów została zmarginalizowana.

słotwina kaplica

W roku 1954, miało miejsce w Dziewięcierzu-Słotwinie niezwykłe wydarzenie. Było to objawienie Maryjne. Młoda dziewczyna z Dziewięcerza, miała takie objawienie i mówiła o tym miejscowym. Maryja nakazała się jej modlić żarliwie, a na pytania ludzi, o jakiś znak, by uwierzyć, mówiła, że jeżeli ludzie będą się modlić, to znak będzie. Miano modlić się do serca Jezusa i serca Maryi. Wystawiono małą kapliczkę na drzewie, w formie około metrowej szafki, gdzie znajdywały się dwie gipsowe figurki: Maryi i Jezusa (istnieją do dziś!).

słotwina maryja słotwina chrystus

Objawienie miało miejsce przy drzewie – klonie i to na min zawisła kapliczka za szkłem. Postać, która się objawiła dziewczynie, wydawała polecenia, szczególnie by ludzie zaczęli się modlić, to zostaną ich prośby wysłuchane. „Różne święte przychodziły też” – Na początku ludzie nie wierzyli, oczekiwali jakiegoś znaku, ale przychodzili i modlili się. Po jakimś czasie, nagle zaczęły się u niektórych pojawiać indywidualne objawienia. Miały one różną formę, niektórzy słyszeli jakiś wewnętrzny głos, który odpowiadał na ich pytania, inni mieli wizje bardziej spektakularne, coś w rodzaju sypiących się iskier, świetlistej postaci, czy też kłębiących się obłoków. Jednocześnie osoby obok, nie widziały nic.

słotwina

Wieści się rozeszły, i ludzie zaczęli przybywać z daleka. Pociąg zatrzymywał się na stacji i ponad stu pielgrzymów przychodziło się modlić, doznawali objawień i pojawiało się ich więcej. Potem na początku lat 80tych, w Nowej Grobli, miał miejsce niezwykły cud krwawiącego krzyża. Ludzie zaczęli pielgrzymować. Do Nowej Grobli przyjeżdżali w piątek, a do Dziewięcierza w niedzielę. Trwało to dość długo, wielu ludzi, którzy wtedy uczestniczyli w tych modłach nie żyje, osoba, co miała to objawienie też nie żyje. W 1987 roku udało się wybudować większa kaplicę na prywatnym terenie, czyli miejscu objawienia.

Obecnie ołtarz jest usytuowany dokładnie w miejscu, gdzie stał klon i miało miejsce objawienie. Obok kaplicy stoi duża kamienna figura, to pielgrzymi przywieźli ją z Rzeszowa „żukiem”. Miała ona stać za kaplicą w pobliżu miejsca objawienia, ale samochód nie chciał wjechać pod górkę, ślizgał się na trawie. Ludzie uznali, że to znak i że figura powinna stanąć w miejscu, skąd nie chciał ruszyć samochód. Dziś, stoi ta figura po lewej stronie kaplicy pod daszkiem. Na górze, przy drodze stoi duży drewniany krzyż z kapliczką, wyświecony został on z okazji tego właśnie cudu objawień Maryjnych.

słotwina krzyż

Dzisiaj odbywają się tam msze katolickie i greckokatolickie, gdyż w Dziewięcierzu, jest jeszcze garstka grekokatolików. Ponieważ kaplica znajduje się na posesji prywatnej, nie ma jej praktycznie na żadnej mapie, także nie ma nigdzie opisanego tego cudu. Spowodowane jest to tym, że ludzie z okolic „wyśmiewali” ten cud, uważając go za omamy. Niektórzy uznawali go za cud Ukraiński, co samo przez siebie powoduje tutaj, że należy to przemilczeć. Miejsce już niestety nie tętni tak życiem, społeczeństwo coraz bardziej się laicyzuje i w takie cuda się nie wierzy. Sam osobiście uważam, że końcem cudów i niejako zabiciem miejsca, jest dążenie do wystawiania sanktuariów i potężnych figur. Znika wtedy coś naturalnego, niezwykłego i na to miejsce wchodzi coś widzialnego i pospolitego. GLC

Autor Grzegorz | 30 - Maj - 2013 |

CyganieMasyw Góry Brusno, kryje swoje tajemnice i historie, które rzutują na całe Roztocze, stanowiąc koloryt tej krainy. Takim dość niezwykłym elementem historii są Cyganie. Ponieważ do tej pory nikt nie zajmował się tym tematem, trzeba zrobić małą kompilację tego co można jeszcze gdzieś wynaleźć, czy posłyszeć. Całość urozmaicona będzie fotkami, które można znaleźć w sieci, a które są związane z regionem Karpacko-Roztoczańskim. Stworzyć ma to razem choć część klimatu, elementu Cygańskiego na Roztoczu Wschodnim.

Masyw Góry Brusno zamieszkiwali nie tylko kamieniarze, ale nieco dalej na południe, w stronę Niwek, na prawo od tak zwanego żelaznego mostu, było miejsce, które nazywano Smyrdaczka (Smerdaczka). Nazwa pochodziła od tego, że tam śmierdziało (smyrdało od ukraińskiego – смердить). Tam właśnie osiedlili się Cyganie przed wojną.

Góra Brusno

Tutaj pokazuje się problem, bo Cyganie kojarzą się z ludem wędrownym, ale w rzeczywistości ludność Romska dzieliła się na różne grupy. Jedną z nich były takie, które prowadziły osiadły tryb życia. Romowie Karpaccy właśnie taki tryb życia prowadzili. Istnieje możliwość, że ta grupa Romów pojawiła się w tych okolicach i postanowili się osiedlić, w wolnym od gospodarstw miejscu. Romowie nie byli zbyt higienicznie nastawieni do życia, w swoich koczowiskach i stąd zapewne po jakimś czasie zaczęło tam śmierdzieć. Stąd miała powstać nazwa przysiółka Smyrdaczka.

Cyganka_przy_brzozie_ok_1870_r Andrzej Grzymała KozłowskiOczywiście mógł to też być przejezdny tabor, ale miejsce jakie wybrali sobie Cyganie i nazwa, która funkcjonuje do dziś, wskazuje na trochę dłuższy pobyt Romów na Górze Bruśnieńskiej. Jak wiadomo, Romowie zajmowali się tradycyjnie żebraniem, wróżeniem i oczywiście okazyjnym okradaniem tubylców, zwłaszcza z kur i drobnych rzeczy. Rzemiosłem, jakim zajmowali się Romowie była metalurgia, szczególnie kowalstwo, także w wielu wioskach kowale mogli mieć pochodzenie Romskie. Często można było też ich spotkać na targach, tam sprzedawali głównie narzędzia metalowe.

Cygańskie wozy przemierzają polskie ulice. Kiedy Tabor przejeżdża przez wieś kobiety w pośpiechu zaganiają kury. Tabor jednak zawsze przejeżdżą wieś i zatrzyma się dopiero na skraju lasu, wówczas Cyganki wyruszają na wieś wróżyć, zbierać jedzenie. Cyganie zaś siedzą, grają w karty czekając aż kobiety wrócą z „chustami pełnymi jadła”. Wieczorem rozpalają ogniska i jedzą to, co udało się przynieść Cygankom. W trakcie posiłku zaczynają śpiewać, przy ognisku tworzy się koło, jedni śpiewają inni tańczą, grają na gitarze, skrzypcach. Tak na leśnej polanie trwa cygański karnawał… źródło: tnn.pl

Niestety nastała wojna i wraz z wkroczeniem Niemców na te tereny zaczęła się dla Cyganów gehenna, bowiem oprócz Żydów, hitlerowcy też szukali ludności Romskiej (specjalnie dla Romów hitlerowcy w Bełżcu wybudowali obóz pracy, który potem stał się obozem zagłady także dla Żydów). Starsi mieszkańcy Brusna pamiętają, jak Niemcy łapali Cyganów i strzelali do nich jak do przysłowiowych kaczek. W okolicy Góry Brusno jest taka droga, którą miejscowi nazywają Cyganową Drogą, to dlatego, że na tej drodze został zastrzelony Cygan i leżał tam. Mam relację, co się stało z tym Cyganem, ale to się nie nadaje do publikacji.

Pokazuje to, że w różnych miejscach leżą w okolicy Góry Brusno nie tylko żołnierze Radzieccy, przypadkowi Polacy, Ukraińcy i Niemcy, ale też sporo Cyganów.

polska_roma_1928_r_kawcze

Gdy nastaje rok 1942, pokazuje się nam relacja o Cyganach z okolic Niwek Horynieckich. W lesie nazywanym Sawarycha, w bardzo rozległym wąwozie, przez który szła wtedy droga, dzieląca dwa powiaty: Lubaczowski i Raworuski, kilkaset metrów od torów kolejowych, miał się rozbić tabor Cygański. Nie wiadomo do końca, czy była to jakaś wędrowna grupa, czy uciekająca z innego terenu, czy może byli to Cyganie, którzy postanowili zwinąć swój tabor ze Smerdaczki i uciekać przed Niemcami. Mogli się też usadowić na chwilę na Sawarysze.

Tabor wyglądał dość zwyczajnie, jak na tamte czasy, wozy zaprzęgnięte w konie, wyglądające jakby z dzikiego zachodu, polowe kuchnie, płonące ogniska, rozwieszone pranie. Wszędzie kolorowo i głośno od dużej ilości dzieci. Niestety, stacjonujący Niemcy w okolicy stacji kolejowej w Dziewięcierzu, pewnego dnia otoczyli obóz i powystrzelali obecnych tam ludzi. Potem, zapewne miejscowi zakopali ich w ziemi. Cały tabor, ponad trzydziestu ludzi leży w lesie, nikt o tym praktycznie nie pisze, ostatnio ukazała się w książce „Opowieści z Jarosławskiego Zasania” mała wzmianka o tym mordzie.

cmentarzysko cygańskie 1942 Nowiny horynieckie

Niepozorny cmentarzyk, usytuowany jest niedaleko dwóch kopców granicznych, lasu Sawarycha. Jest otoczony niepozornym wałem ziemnym, długości około 20 na 30 metrów. Do dziś widać zarys cmentarza z wypukłymi mogiłami. Niestety, lasy państwowe nasadziły tam parę lat temu, młodnik iglasty. Za następnych kilka lat cmentarz zniknie. Obecnie prawie cały jest ogrodzony, by zwierzęta nie wchodziły na uprawę.

Z różnych względów, pamięć o Cyganach na tych ziemiach zanikała. Mimo iż to bardzo kolorowe i wesołe towarzystwo, kojarzy się z procederem złodziejstwa. Cyganie musieli mieć nadal na trasie te okolice. Po wojnie przemierzali te rejony i stacjonowali na przykład przy Brusience, obok mostu w Polance Horynieckiej. Obecnie tabory Cygańskie przestały istnieć. W latach 90tych coraz bardziej zaczęły dominować samochody i inny styl życia. Teraz jak sami Cyganie mówią:

Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma. Ale byli tutaj i zapewne stanowili ciekawy koloryt przedwojennej wielonarodowej mozaiki społecznej: Cyganie, Żydzi, Niemcy, Rusini i Polacy – Razem.

DCF 1.0  DCF 1.0

Kim są Cyganie? Tak odpowiada muzyk cygański Bogdan Trojniak:

– Cygan nie ma ojczyzny. Cygan to wieczny tułacz. Jesteśmy potomkami Cyganów z kasty Złotników, którzy przed tysiącem lat opuścili Indie, nie mogąc się pogodzić z niewolą, narzuconą przez najeźdźców z Egiptu. Przez wiele wieków wędrowali po świecie, gdzie próbowano odebrać im tożsamość, wolność i dumę – wszystko to, co symbolizuje noszone przez nich złoto. Prawdziwego skarbu Cyganów nikomu nie udało się zabrać. Ten skarb to nasza muzyka, język, kultura i obyczaje, które pielęgnujemy i chronimy. Nasi przodkowie do Polski przybyli pod koniec XV wieku, mieli przywilej swobodnego przemieszczania się i uprawiali wolne zawody, jak wróżbiarstwo, sztuki cyrkowe, handel końmi, kotlarstwo, wreszcie grali i śpiewali dla panujących i gawiedzi.

fot. ze stron: 4shared.com/all-images/5ROXOl2V/Romowie,  tnn.pl