Tajemnice Słotwiny!!

Niedziela, 25 kwietnia, jeden z moich celów wypraw właśnie się urzeczywistnił, dwanaście godzin w siodle (roweru;) i ogrom rzeczy zwiedzonych! Dziewięcierz odsłonił swoje pierwsze tajemnice 🙂

Wyprawa – Góra Kamień i Wapielnia

W sobotę 17 kwietnia było dość wietrznie. Wybraliśmy się z „Wujkiem” na Górę Kamień w okolicach Stanisławowa. Przed 12 spotkaliśmy bardzo przyjaznego psa rasy labrador. On to towarzyszył nam przy wejściu na szczyt góry.

Gdy rozglądaliśmy się za skałkami i podziwialiśmy ich monumentalność, patrzymy na zegarek i… godzina 12 wybiła. Jak głosi tamtejsza legenda „lepiej jednak unikać tego miejsca w południe o 12 i o północy”. Ledwo zapoznaliśmy się z legendą a nasz czworonożny kolega zwiał stamtąd jak opętany! Chwilka na porobienie fotek i ostry zjazd szlakiem niebieskim (centralnym) w okolice przysiółków wsi Husiny. Przy szlaku pomnik ku czci pomordowanych we wsi Róża i wjeżdżamy do wsi Łuszczacz. Po przejechaniu tejże wsi warto zatrzymać się na chwile by sfotografować najlepsze ujęcie Wapielni. Jeszcze parę kilometrów i jest nasza perełka (najwyższa na środkowym Roztoczu 390 m.n.p.m). Z jej południowego podnóża rozciąga się piękny widok na Wielki Dział i okolice Narola na południe i na wzgórza gdzieś hen hen za Krasnobrodem.

Wchodzimy na Wapielnię dostrzegamy piękno skałek ostańcowych i kwiatów szczególnie wiosennych zawilców białych oraz żółtych. Stąd tym razem szlakiem zielonym ostro w dół, za parę kilometrów wioska Łasochy.

Jadąc drogą asfaltową w prawo dotarlibyśmy do Józefowa a dalej na Biłgoraj, drogą w lewo 12 km Tomaszów Lubelski. Warto wspomnieć iż po drodze za Ulowem mijamy parking i wspaniały rezerwat przyrody ZAROŚLE chroniący jodłę pospolitą w jej wielkich rozmiarach. Dojeżdżamy do swoich domów w Tomaszowie z ogromem wrażeń i wieloma ciekawymi ujęciami foto z naszej wyprawy.

Tekst WMB

Z Podemszczyzny na Rudkę

Cmentarzysko to pierwszy raz miałem przyjemność zobaczyć 8 lutego podczas kuligu, wtedy wiedziałem, że muszę je znów zobaczyć, efektem tego jest dzisiejszy niespodziewany wypad, który przerodził się w krótką ale owocną wyprawę OR-BAD! GLC gościnnie ANNA i Orfius.

 

Zaczęliśmy od Podemszczyzny, tam trzeba wrócić, okolica ma więcej niespodzianek niż się spodziewałem, śmiało można by z wojskowego żargonu określić tą wyprawę Rekonesansem. Pierwszą rzeczą jaką na Podemszczyźnie musiałem zrobić, to udokumentować jeden z piękniejszych i ciekawszych widoków. Stajemy nad stawem po prawej stronie drogi i ukazuje się nam niecodzienny widok.

Ciekawostką tutaj jest to, że idąc kilkanaście metrów w jedną stronę, i w drugą, widok się zmienia, Przełęcz Dublenu jest niesamowita.

Następnie mijamy cerkwisko, bunkier tuż przy drodze i cmentarz na bagnach, wreszcie wyjeżdżając z lasu stajemy przed przepięknym widokiem.

 

Pola Rudki, po lewej widok na wioskę, która ma krwawą historię… przed nami widok na Górę Brusno, prezentuje się tutaj niesamowicie okazale! Ale to nic, wystarczy że przejdziemy kilkaset metrów bliżej, a widok powiększy się jeszcze bardziej!

Potem udaliśmy się do pewnego bunkra, ale to tajemnica. Przedtem mieliśmy niesamowitą przyjemność obserwować małe sarny o szarym umaszczeniu, niestety nie udało się ich upolować aparatem, umykały prędko…

27 marca w Nowinach

Otwieram swój komunikator i wyskakuje wiadomość od WMB: Co jutro robisz? Odpowiadam, że nic. Otrzymuję odpowiedź: Jutro o 11:00 spotykamy się w Nowinach przy Świątyni Słońca!

O umówionej godzinie już czekałem na pozostałą cześć oddziału, moja droga to tylko kilka kilometrów asfaltu i około kilometra przez leśną drogę z błotem. WMB już nie miał tak łatwej drogi, przeprawa przez las, a przede wszystkim Sochanie i okolice Chmieli okazała się katorżnicza, zabłocone drogi, resztki śniegu, pozwalane drzewa opóźniły dotarcie na miejsce około godziny!

 

GLC i „Wujek” – ponad godzinna rozmowa o Świątyni Słońca. Nie ma to jak rozprawiać o czymś będąc przy tym! Jeżeli ktoś nie wierzy, że można ponad godzinę rozmawiać o tym kamieniu, to zapraszam na spotkanie;) Wnioski są niesamowite!

Kaskadowe źródło, od czasu odnalezienia minęły ponad dwa lata, znów wybraliśmy się do niego.

Oto lokalizacja. W miejscu gdzie kończy się wioska, idąc na wprost, zamiast skręcić w kierunku Kapliczki na Wodzie, idziemy w las, po prawej mamy Pańską Górę z cmentarzem z I wojny, po lewej po jakichś stu metrach wyłania się drugi potężny garb. Idziemy aż znajdziemy leśną dróżkę skręcającą w lewo, tak że idziemy obok tego garbu, w momencie gdy staniemy jakby na przeciw niego, kierujemy się w przeciwną stronę, patrząc na okolice zachodu będzie widać nowo budowany domek, przez jakiegoś nowego przyjezdnego, przez drzewa. Przed nami potężny wąwóz, kilkadziesiąt metrów głębokości, natężamy słuch… szukamy szumu wodospadu… powodzenia w szukaniu!

A wąwóz jest naprawdę stromy, proszę nie iść szybko bo staniecie nad przepaścią! Jako ciekawostkę mogę podać, że idąc w górę Kaskadowego źródła przypadkowo pośliznąłem się i trepem odsłoniłem następne źródło, troszeczkę niższe niż kaskadowe. Ściana jest naszpikowana źródłami!

Dużo by opisywać! Las jeszcze czysty, nie ma liści, runo już porasta przylaszczkami, widoki cudowne!

ROH-an

ROH-an to bajkowa kraina, która rozciąga się głównie po terenach gminy Horyniec-Zdrój. Kraina ta swym zasięgiem obejmuje Horyniec jako centrum, z główną twierdzą obronną Radruż. Na wschodzie kresem jest granica Polsko-Ukraińska, od południa i zachodu ziemie ciągną się po Hutę Kryształową, Podemszczyznę i Gorajec, a na północy po ziemie Narolskie i Hrebenne.

 

ROH-an, czyli ROztocze Horynieckie, nie jest krainą geograficzną ani historyczną, to kraina pasjonacka. Po ROH-anie wędrują Pasjonauci, uprawiając T-Kwal. Wędrówki po ROH-anie są inne niż zwyczajna turystyka. Szlaki tworzy się i przeciera samemu. wędrujemy po danych obiektach, na przykład po świątyniach, po cerkwiskach, punktach widokowych, obiektach z Linii Mołotowa. Można też szukać obiektów geoturystycznych, po kamieniołomach, wąwozach, do źródlisk, niespotykanych form geologicznych. Innym ciekawym typem wędrówki, są poszukiwania miejsc historycznych. Całkowicie niezapomniane wrażenia daje też szukanie zagubionych miejsc kultu, a także miejsc bardziej wyeksponowanych, gdzie były cuda objawień. Najbardziej zjawiskowym sposobem wędrowania, są wędrówki bez celu. Wtedy znajdujemy rzeczy małe i piękne. Niespotykanie miejsca z duszą, uroczyska, oddychając pełnymi płucami klimatem ROH-anu.

 

ROH-an to bajkowa kraina, która jest bardzo blisko nas. By dostrzec jej uroki, trzeba albo samemu je znaleźć, lub mieć przewodnika, który otworzy magiczne drzwi do innego świata, tuż obok nas…

 

OR-BAD

Jesteśmy grupą pasjonatów Roztocza. Turystyką Kwalifikowaną zajmujemy się od 2004 roku. Pojawiają się wtedy pierwsze zdjęcia Roztocza w prywatnych kolekcjach, wiedza o Roztoczu pochodzi jeszcze z ustnych opowieści… Na początku 2009 roku zawiązuje się nieformalna grupa Miłośników Roztocza. Niecały rok po wspólnych wyprawach powstaje ta oto strona.

Tak wygląda nasza historia, pasjonatów Roztocza pod względami nie tylko przyrodniczymi, ale historycznymi, sięgającymi dalej niż kroniki pisane. Wschodnia część Roztocza jest bogata w różnorodne obiekty, które kryją tajemnice, Świątynia Słońca, diabelskie kamienie, kopce, kurhany, kamienne krzyże…

Roztocze jest usiane niesamowitymi miejscami! Tutaj kryje się niezwykła tajemnica. Szukamy wskazówek, składamy w niezwykłą całość różnorodne osobliwości. Roztocze oferuje więcej niż człowiek jest w stanie dostrzec na pierwszy rzut oka!

OR BAD – czyli Oddział Rozpoznawczo BADawczy, istnieje od 2009 roku. Nasza grupa, to tylko i aż trzy osoby w okresie sformowania. Jesteśmy zwolennikami wędrówek w minimalnym gronie. Nie ma wtedy kłopotów z zebraniem się, tworzą się bliższe więzi i pasja nie ginie w tłumie. Teraz tworzymy struktury medialne dla naszego śmiałego projektu, jakim jest odkrywanie Roztocza od nowa.

Celem grupy OR-BAD JEST TURYSTYKA po Roztoczu i okolicach, celem odkrycia jego bogactwa kulturowego, przyrodniczego i zachęcenie innych do zwiedzania tego nie odkrytego jeszcze w pełni terenu. Dlatego też powstał pomysł T-Kwal, czyli wyspecjalizowanej kwalifikowanej odmianie turystyki.

Pokażemy wam całkiem inny świat! Pełny piękna i różnorodności, wypełniony ciszą i spokojem, a jednocześnie niesamowitymi wrażeniami. Fotografie nie oddadzą całego piękna różnorodnych miejsc, żywa historia, żywy krajobraz, to wszystko zostawia niezatarte wspomnienia. Towarzystwo ludzi z pasją, dodatkowo zabarwia chwile jak nic innego na tym świecie 🙂

Pierwotny skład OR-BAD:

WMB – Turystyką Roztoczańską zajmuję się od 6 lat. Interesują mnie dawne wsie, zabytki architektury cerkiewnej oraz miejsca kultu pogańskiego. Każdą wolną chwilę poświęcam na odkrywanie nowego ciekawego kawałka terenu.

Podróżuje o każdej porze roku, nie są dla mnie straszne zaspy po kolana ani żar słońca które czasem nadmiernie daje w kość.

Pierwszy kontakt z Roztoczem… hmm. Miałem wtedy chyba z 5 lub 6 lat, ojciec zabierał mnie na Siwą Dolinę, często nosił mnie tam na rękach, kiedy chodził na grzyby, to było coś 🙂 Troszkę później w wieku 12 lat zacząłem podróże, mój wujek brał mnie na bagażnik w rowerze i jeździliśmy na Roztocze Środkowe – na wodospady na Tanwi oraz do Narola tzw. Kasztanową Aleją pod Pałac Łosiów. Już w wieku 12 lat byłem pierwszy raz na Piekiełku koło Tomaszowa, na Białej Górze. To właśnie oni wszczepili we mnie Roztocze, które z biegiem czasu stało się dla mnie piękniejsze i ciekawsze. Potem podróżowałem już sam, organizowałem wypady nad wodę do Majdanu Sopockiego i Krasnobrodu. Od tego czasu Roztocze stało się pasją, każdy strumyk budził chęci do dalszych wędrówek, szum zielonych liści przyciągał swym pięknem a odkrycia stały się motywacją do odkrywania ciekawych miejsc, których na Roztoczu jest bardzo dużo.

GLC – Wielbiciel surowego surwiwalu bez gadżetów ze sklepu i wyzwań ekstremalnych w terenie (rok w wojsku w jednostce „Misji Specjalnych” ukształtowało specyficzne podejście do turystyki).

Uwielbiam przeczesywać teren w poszukiwaniu pozostałości po dawnych cywilizacjach. Kocham ciszę na Roztoczu, polować bezkrwawo na zwierzęta aparatem i kamienne osobliwości, te ukształtowane przez nature i człowieka.

Pierwsza przygoda z Roztoczem jaką pamiętam to pływanie łódką do źródeł Brusienki gdzieś na początku lat 90tych. Dziś wydaje się to niemożliwe, ale wiele lat temu, zanim uruchomiono hydrofornię w tamtych okolicach, rzeki były bardziej wydajne. Kiedyś lasy bardziej czyste, bardziej tajemnicze, a cmentarz w Bruśnie Starym w środku lasu wydawał się jak z innego świata, gdy wuj pokazywał i opowiadał o kamieniarce bruśnieńskiej, zaznaczając misterność wykonania, tych krzyży wyglądających jakby ze skamieniałego drzewa. To co widziałem w dzieciństwie, nikt już nie zobaczy, zniknęły bardzo cenne dzieła, które padły ofiarą złodziei. Ale do dziś w lasach Roztocza ukryte są nadal dzieła sztuki, samo Roztocze to dla mnie dzieło sztuki, dlatego warto je poznawać kawałek po kawałku!

Wujek –  Weteran podróży roztoczańskich, już w 1993 roku, w wieku 23 lat przemierzał tereny Roztocza Wschodniego. W jego pamięci zapisane są drastycznie inne widoki niż te które mamy teraz. Jest skarbnicą wiedzy o Roztoczu. Różnorodne trasy, Horyniec – Dziewięcierz (tam nieistniejąca już drewniana wieża obserwacyjna) – Chmiele – Dachany – Dawny zielony szlak: Narol, Werchrata, Prusie, Siedliska, Hrebenne. To początki, potem po kolei każdy zakątek tej pięknej krainy. Kontakt z nim jest praktycznie niemożliwy, bardzo ceni sobie spokój. Spotkać go można tylko gdzieś w głuszy Roztocza. To rzadki przypadek zakapiora roztoczańskiego – dobrego ducha.