Autor Grzegorz | 29 - Marzec - 2013 |

Czy Roztoczańska kraina, może stać się mekką dla fotografów? Czy posiada walory naturalne i kulturalne, by zdjęcia tutaj robione miały duszę?

Dla pasjonatów Roztocza jest to pytanie retoryczne, bowiem nie ma ciekawszej krainy do fotografowania, jak pradawna zdziczała granica wschodnich rubieży Polski. Kompleksów puszczy sandomierskiej i Roztoczańskich garbów, pooranych gęstą siecią dolin i wąwozów, oraz bagien, a także zapomnianych i zagubionych w lasach ruin cywilizacji Rusinów.

Po wielu latach zwiedzania Roztocza, odkrywania jego najdzikszych i najbardziej tajemniczych miejsc, w pewnym momencie człowiek troszeczkę traci swój zapał i pasję. Musi się pojawić coś nowego, co pokaże coś, czego człowiek nie dostrzega, a ma to przed oczami, by ze zwielokrotnioną siłą pasja wróciła. Tym złotym środkiem, okazuje się fotografia.

swiatynia slonca

fot: Mariusz Tomaszewski

Fotografowanie jest sztuką. Tak jak każdy może namalować obraz, tak każdy może zrobić zdjęcie. Tylko jego jakość, zależy nie tylko od umiejętności, ale szczególnie od pejzażu czy obiektu, który zostanie uwieczniony. Dzisiejsza fotografia, jest takim nowym malarstwem. Jest to zatrzymanie niezwykłej chwili, niespotykanego ujęcia, czegoś co artyści nazywają emanacją duszy. Zdjęcie z duszą, to takie, które przykuwa uwagę i nie daje o sobie zapomnieć. Niekoniecznie potrzebny jest do tego dobry sprzęt, tyle co szczypta warsztatu i dużo szczęścia. Element szczęścia, można chwycić za kark bardzo prosto. Na przykładzie Roztocza i ostatniego pleneru fotograficznego pod egidą (egida – tarcza Zeusa) Stowarzyszenia „Folkowisko” i OR-BAD, potrzeba przewodnika, który zna niezwykłe miejsca, pory dnia, czy też roku, które same w sobie są dziełem sztuki. Pod tym względem, magicznym miejscem są Nowiny Horynieckie. Posiadają one, jak na wioskę, sporo zabytków i ciekawych obiektów oraz miejsc. Niestety na tysiące fotografii Nowin, praktycznie żadna nie zwraca uwagi. Dlaczego tak jest?

zachód słońca nowiny

fot: Łukasz Zdeb

Sekret tkwi w połączeniu wielu aspektów w jedność. Połączenie żywiołów, czasów przejścia, niezwykłych miejsc, widoków i obiektów, razem z chociaż podstawowym warsztatem fotograficznym, pozwoli nam na złapanie szczęścia za kark. Trudno jest samemu fotografowi znaleźć się w odpowiednim czasie i miejscu. Do tego przyda się przewodnik.

Ostatnią taką okazją, gdzie można było uchwycić coś niezwykłego, był plener „Rodzących się żywiołów na wiosnę”. Wydawałoby się, że przedłużająca się zima zniszczy efekt, tymczasem było odwrotnie. Plener obfitował w niecodzienne ujęcia, ale przede wszystkim, ukazał drzemiący potencjał Nowin Horynieckich. Wioska jest kojarzona głównie z kaplicą na wodzie, tymczasem podczas pleneru to miejsce nie było fotografowane. Tutaj chciałbym opisać szczególnie jedno zdjęcie, autorstwa Tomasza Mielnika, które wygrało konkurs na najlepsze, wyselekcjonowane przez fotografów regionalnych: Tomasza Michalskiego, Krystiana Kłysewicza, Pawła Maksymca, Michała Jabłońskiego i Joannę Tomaszewską.

Gdy popatrzy się na to zdjęcie, widać coś mistycznego, tajemniczego. Śmiało można powiedzieć, że ma duszę. Można sobie zadać pytanie, czy choć w części da się opisać tę duszę? Czy da się utrwaloną chwilę nasycić czymś jeszcze i przypiąć miano zdjęcia artystycznego? Sądzę, że tak i postaram się to udowodnić, być może dając natchnienie fotografom.

Gdy już słońce zaszło i ściemniło się, pozostała trójka uczestników, skończonego pleneru, oczekując na kometę, która miała się ukazać 40 minut po zachodzie. Horyzont niestety „zadymił się” i nie było możliwości by dokonać obserwacji. Ponieważ uczestnicy mieli już kilka godzin za sobą w terenie, a mróz z kilku stopni drastycznie się obniżał i dochodził już do – 15, przewodnik zaproponował: albo jedziemy do domu, albo jeszcze zobaczymy, jak się prezentuje okolica kapliczki Sobieskiego. Okoliczności pleneru musiały zrobić duże wrażenie, bo wybrano opcję dośrubowania wypadu odwiedzeniem kapliczki. Pierwszy rzut okiem, już na miejscu, spowodował, że ekipa zostaje. Widok oświetlonej tylko światłem księżyca białej kapliczki, na tle granatowego nieba, usianego gwiazdami i pozostałością łuny zachodzącego słońca otwierał oczy bardzo szeroko. Niczym trio tenorów śpiewaliśmy podobnym głosem zachwytu. Niemal wszystkie możliwe idealne warunki do fotografii, zebrały się w jednym miejscu o jednej porze. Marzenie artysty. Biały, kontrastujący z granatowym niebem śnieg, dawał niezwykłe tło. Dodatkowo nieboskłon urozmaicony zanikającą pomarańczową łuną dawno schowanego słońca, niweluje monotonię. Sama kapliczka, ujęta pod lekkim kątem, w blasku księżycowego światła, z perspektywy sprawiającej wrażenie niesymetrycznie postawionej bryły. Mamy też grę cieni na śniegu, jakie rzucają drzewa oświetlone przez księżyc.

Szukając w tym zdjęciu niedoskonałości, warto pamiętać, że było ono robione na -15 stopniowym mrozie, ujęcia były efektem spontanicznej i radosnej pasji, jaka rodziła się z niezwykłego miejsca i okoliczności. Tym się właśnie różni zdjęcie rzemieślnicze, do bólu idealne, ale puste, od zdjęcia mającego znamię duszy i artyzmu, że jest robione w przypływie natchnienia chwilą. To zdjęcie zawiera właśnie w sobie niezwykłą chwilę. To widać od razu. Dlatego nie ma się co dziwić, że jury konkursowe, uhonorowało właśnie to zdjęcie. Szczególną nagrodą dla autora, będzie uwiecznienie tego zdjęcia na pocztówce. Od razu z założenia będzie to limitowana seria, zaadresowana dla kolekcjonerów pocztówek, na aukcje, oraz szczególne prezenty dla ważnych gości Stowarzyszenia Folkowisko i OR-BAD.

3

fot. Łukasz Zdeb

Powyższy tekst jednoznacznie pokazuje, że tylko spontaniczność, danie się porwać chwili, nieskrępowana naturalność, emanuje z człowieka i wpływa na to co robi. Dodatkowo wzmacnia się w towarzystwie, które ma podobne podejście. Chyba idealnie zobrazuje to cytat Alberta Einsteina, który śmiało można nazwać zachwytem nad Roztoczem i zdjęcie Świątyni Słońca Tomasza Mielnika:

Naj­piękniej­szą rzeczą, ja­kiej możemy doświad­czyć jest ocza­rowa­nie ta­jem­nicą. Jest to uczu­cie, które stoi u ko­leb­ki praw­dzi­wej sztu­ki i praw­dzi­wej nauki. Ten, kto go nie zna i nie pot­ra­fi się dzi­wić, nie pot­ra­fi doz­na­wać zachwy­tu, jest mar­twy, niczym zdmuchnięta świe­czka.

światynia słońca