Archiwum kategorii: Wyprawy

Cuda na Moczarach

Potocznie nazywa się okolicę z ruinami cerkwi Moczarami, jednak prawidłowo jest to Dziewięcierz, można nawet powiedzieć, że było to kiedyś ścisłe centrum tej wioski. Ponieważ Moczary brzmią bardziej fantazyjnie, i faktycznie są tam ogromne mokradła, nazywać będziemy to miejsce Moczarami. Niestety, ponieważ okolica jest naszpikowana atrakcjami, jak dobra kasza skwarkami, skupimy się tylko na pewnych aspektach i swoistych mało znanych faktach.

Żeby mieć prawidłowy widok na tę okolicę, posłużymy się przedwojenną mapą, z wycinkiem centrum Dziewięcierza. Widać na niej, że droga główna biegła inaczej niż dziś, czyli obok cerkwi, plebanii z kapliczką, i dalej do współczesnej drogi relacji Horyniec Werchrata. Dziś kilkaset metrów od kompleksu po cerkiewnego mamy granicę, dlatego drogi zostały wytyczone w inny sposób. To jest też powód, dlaczego dziś tę okolicę lepiej nazywać Moczarami, a nie centrum Dziewięcierza.

mapa przedwojennego dziewięcierza

Przy istniejących cerkwiach, każdy będzie miał swój typ najciekawszej i najpiękniejszej. Przy cerkwiskach, czyli miejscach, gdzie stała kiedyś cerkiew, chyba nikt nie zaprzeczy, że na skalę całego areału występowania grekokatolicyzmu, tutaj, na Moczarach, mamy obiekt numer jeden. Poznajmy historię tego obiektu, pomoże nam w tym opracowanie z cerkiewne.tematy.net:

Cerkiew pw. Podwyższenia Krzyża Świętego powstała w latach 1837-39 r. Znajdowała się na usypanej terasie, wzmocnionej kamiennym murem z kaplicami i bramami. Cerkiew była drewniana, miała podpiwniczoną zakrystię i charakteryzowała się typowym trójdzielnym układem, gdzie każda część przekryta była kopułami.
Została rozebrana ok. 1951 roku, na skutek wcześniejszej dewastacji przez żołnierzy radzieckich, którzy jeszcze w latach 40-tych XX w. ściągnęli z cerkwi i dzwonnicy blachę. Część materiału z rozebranej świątyni wojsko użyło do budowy mostu w Horyńcu.
Do dziś przetrwały jedynie fundamenty, piwnica, krzyż wystawiony na pamiątkę misji w 1927 r. oraz kamienny mur z dwoma przeciwległymi bramami. W pobliżu cerkwiska znajduje się cmentarz greckokatolicki z zabytkowymi nagrobkami bruśnieńskimi. Czytaj dalej Cuda na Moczarach

Diabelska sprawka

Niegdyś Werchrata była potężną wioską, którą zamieszkiwało razem z przysiółkami 3700 ludzi. Dziś zajmiemy się okolicą najciekawszego przysiółka Werchrackiego, leżącego nieopodal Woli Wielkiej – Górniki.

Jak sama nazwa wskazuje, mieszkali tam specyficzni górnicy, bowiem wydobywali kamień. Okolica Górników i Pod Górami dziś jest zalesionym pagórkowatym terenem. Nic nie wskazuje na to, że ktoś kiedyś tutaj żył. Ale jeżeli uzmysłowimy sobie, że wydobywano tutaj kamień, nagle nasze widzenie terenu zmieni się drastycznie. Jest tutaj ogromna ilość niekształtnych ogromnych dziur w ziemi, zarośniętych krzakami i drzewami. Dzisiaj nie będziemy zgłębiać historii, nas bardziej interesuje tytułowa „Diabelska sprawka”. Idziemy.

Miejsce do którego się udajemy, to potocznie, bardzo niedbale nazwany duży kamień, albo Drugi Diabelski Kamień Werchracki, lub Dahański. Położony jest on stosunkowo niedaleko od drogi Werchrata – Wola Wielka, w bardzo charakterystycznym miejscu, na czole południowym sporego pagóra. Warto tutaj spróbować zweryfikować jego nazwę, a także odkryć choć rąbek tajemnicy, jaka może się kryć za tym niepozornym głazem.


Pokaż Kamień Pod Górami na większej mapie

Spoglądając na stare mapy, możemy znaleźć w okolicy owego obiektu takie nazwy jak Górniki, i Pod Górami. Naturalnym, a także dobrze brzmiącym wydaje się nazwa „Kamień Pod Górami”. Jakąś diabelską sprawką jest to, że ktoś nawymyślał, że jak zobaczy jakiś duży kamień, to nazwie go diabelskim. W tej okolicy istnieje tylko jeden Diabelski Kamień, o którym niedługo też powstanie artykuł.

Skoro odbierze się temu kamieniowi otoczkę, występującą gdzieniegdzie, diabelskości, to co pozostanie? Wtedy człowiek zaczyna się dokładnie przyglądać temu obiektowi. Okazuje się wtedy, że jeżeli wszędzie wokoło tyle dziur w ziemi i wszędzie tutaj kopano kamień, to dlaczego ostał się taki głaz? Dlaczego nie rozłupano go na kawałki, choćby na tłuczeń do utwardzenia drogi?

ta fotka jest z 2008 roku!

Na pewno rozłupanie jego było by proste, gdyż korozja podziurawiła go, kamień jest bardzo twardy, czyli był dobrym surowcem. Na dodatek stoi on w takim miejscu, że transport byłby bajecznie prosty, gdyż teren łagodnie schodzi w dół. Chcę w ten sposób pokazać, że ten kamień w tym miejscu stojąc do dziś, musiał byś specyficznie traktowany, skoro się ostał. Przyjrzyjmy się mu bliżej.

Na zdjęciach widać, że ten głaz jest dość duży, ma kilka metrów wysokości, i szerokości. Siedzi jakby krzywo wbity w ziemię, albo sam się wykrzywił. Ma on bardzo dużą ilość dziur, w tym jedna jest bardzo ciekawa, bo przechodzi na wylot. Nie jest tak spektakularna jak ta w Świątyni Słońca, ale sam fakt dziury na wylot w tak ogromnym głazie jest bardzo ciekawy.

Wszystko byłoby niezbyt interesującą sprawą, gdyby nie wyjątkowy zbieg okoliczności. Będąc tam w południe i stając na tym kamieniu, zobaczyłem w oddali jedno z najwyższych wzniesień Roztocza, czyli Wielki Dział (Gił). Na dodatek akurat południowe słońce świeciło centralnie nad szpicą wzniesienia Giła. Gdyby nie było drzew, mielibyśmy widok na Na Dehany (dziś nazywane Dahany).  Na Dehany mogą mieć także swoją bardzo ciekawą historię, być może ich nazwa pochodzi od jednego z Bazyliańskich biskupów o nazwisku Dahan. Okolica roi się od odniesień. Wróćmy do tego widoku.

Skoro głaz się ostał, i akurat z niego widać Giła, który wygląda niemal jak Olimp skąpany w słońcu, to kiedyś mieszkający tutaj ludzie nie mogli przejść obojętnie obok takiego widoku. My dziś przegapiamy w natłoku informacji większość rzeczy, kiedyś ludzie zwracali bardzo dużą uwagę na otaczający ich świat. Szukali magicznych miejsc, albo tych przeklętych. Do jednych lgnęli a od innych trzymali się z daleka. Dziś możemy się tylko domyślać, jak wyglądała rzeczywistość naszych przodków i jak widzieli świat. Ten z pozoru niezbyt ciekawy głaz, nabierze innego wydźwięku, gdy połączymy go z rozpoznaniem okolicy, oraz bardzo ciekawymi poszukiwaniami z historii i mitów. Ciąg dalszy eksploracji terenu niedługo…

Łozy i dzikie źródła Różańca

10 kwietnia- niedziela – Wplątujemy się pod Chmielną Górę na przełaj – wprost pod największą stromiznę, po czym podziwiamy ograniczony widok, niestety przesłonięty przez mgłę i niedzielne kwietniowe opady śniegu z deszczem. Goraje praktycznie niewidoczne, Wapielnia podobnie. Kilka fotek z góry i szpalerem lipowym prawdopodobnie dawnej drogi kierujemy się błądząc oddziałami leśnymi Chmielnej „puszczy” w kierunku źródeł. Docieramy do kapliczki św. Huberta i drewnianego krzyża „łowieckiego”.
Mijamy bardzo ciekawy okaz buka i rosnącej razem z nam suchej sosny. Chwilę potem jesteśmy na miejscu. kilkanaście metrów dalej w dolince bije kilka źródeł, trochę dalej znów kilka tworząc dość pokaźny wodospad. Malowniczo wygląda na wiosnę.

Wszędzie pełno połamanych porośniętych mchem drzew co dodaje dzikości temu miejscu. Jest to najdziksze miejsce na Roztoczu Południowym, istna „dżungla” roztoczańska. Tajemniczo meandrujący strumyk zmienia się z czasem w rwący potok. To miejsce jest wyjątkowo magiczne. Idealne dla ludzi poszukujących spokoju i dzikiej przyrody. Tutaj trzeba uważać na śliskie zbocza dolin, łatwo się pośliznąć i wpaść do potoku. PS. Sam miałem okazję !!

Cóż więcej dodawać… zapraszamy na zjawiskowe źródła Różańca.
WMB

Aby zobaczyć fotogalerię kliknij na poniższy obrazek i by oglądać w trybie full screen wciśnij f11, lub w prawym dolnym rogu opcję Full Screen


Zapraszamy na Czartowe Pole!

Czartowe Pole na Roztoczu Środkowym –  jest rezerwatem przyrodniczym obejmującym między innymi przełom rzeki Sopot. „Jeno czarci tam hasali” na polanie w lesie, stąd ta specyficzna nazwa. My zwiedzimy dziś tylko przełom Sopotu, klikając na zdjęcie powyżej, albo TUTAJ wejdziemy do galerii, dużo zdjęć! Jak widać na zdjęciach gmina Józefów postanowiła ułatwić dostęp do tej niesamowitej atrakcji, została zrobiona trasa i barierki ze specyficznego drewna, poręcze wijące się jak węże zaprowadzą nas do… powiem to z całą odpowiedzialnością: atrakcyjniejszego miejsca niż szumy na Tanwi. Dlaczego? Pytając różnych koneserów wypraw mówią, że jednak wolą Czartowe Pole, jest dziksze, specyficzniejsze, bardziej urokliwe i niezadeptane! Do oglądania ruiny starej papierni Zamojskich, przyroda, niesamowity wąwóz, dzikie szumy Sopotu, trasa tuż przy rzece… w zimie prezentował się rezerwat niesamowicie, już planuję wyprawę na wiosnę! (wciskamy przy pokazie slajdów na dole po prawej opcję full screen i miłego oglądania – GLC)

Kamieniołom w Nowinach

Za plecami kamieniołom w Nowinach w okolicach Suśca. GLC i WMB na sankach… nie braliśmy oczywiście ze sobą sanek, znalazłem je i zostały odpowiednio użyte upamiętniając moment jednej z ciekawszych wypraw OR-BADowskich. Z samego rana ostry marsz z Suśca, lasami szlakiem czerwonym do Czartowego Pola (o tej atrakcji niedługo). Opisze tutaj tylko trasę z niejakiego Oseredka (WMB przypuszcza, że to OŚRODEK Roztocza) lasy tamtej okolicy robią ciekawe wrażenie, niesamowicie świeże powietrze, cisza, jakiś duch wisi w powietrzu, sama przechadzka lasem po tych terenach to niezła gratka, ale chyba tylko dla wielbicieli Roztocza, dla większości to przecież tylko las w zimie… Dla nas to jałowce, sosny, świerki, jodły… zapach, przecieranie trudnego szlaku, ból nóg i cel przed nami. Docieramy do Kamieniołomu w Nowinach, tutaj dla mnie ważna chwila, wyciągam termos, wsuwam kanapkę i piję na tym mrozie ciepłą strawę… humor wraca natychmiast! Idziemy na Czartowe Pole…

Siwa Dolina

Od razu zapraszam do fotogalerii z Siwej doliny KLIKNIJ TUTAJ BY ZOBACZYĆ – poniżej opis WMB i potem ode mnie kilka słów, miłego przeglądania!

*

Tajemniczym czarem „Siwej Doliny” są wznoszące się nad ranem i wieczorami mgły dodające temu miejscu nutkę grozy a za razem ukazując piękne widoki w różnych porach dnia, nocy i roku… Nazwa „Siwa Dolina”, potocznie „Siwka” pochodzi właśnie od takich mgieł ukazujących piękny i tajemniczy siwy świat… Podróżując z rana i wdychając orzeźwiające powietrze,  zapach porannej rosy, zapach po deszczu/burzy czy dreptając w śniegu po kolana ukazuje się za każdym razem inny widok zapierający dech w piersiach, a dla pasjonatów Roztocza wyzywająca na bój z krzaczorami od karczmy prowadzącymi przez można powiedzieć pięć polan do silnie bijących źródeł nieopodal wsi Pasieki.
Wspomnieć należy także o oczku wodnym znajdującym się na czwartej polance, które zasila źródełko niedaleko wsi Pasieki. Przez polanki w latach 70-tych przepływał to raz rwący strumień to raz strużka od źródełek aż po zbiornik wodny Tomaszowskiej Straży Pożarnej. Warto wspomnieć o utworzonej ścieżce przyrodniczo – historycznej która obejmuje dwie wersje:
1) 3 km- podążając od siedziby Nadleśnictwa w Tomaszowie Lubelskim lewą stroną brzegu skarpy „Siwki” i z powrotem dnem doliny
2) 5,5 km- podążając od siedziby Nadleśnictwa lewym brzegiem „siwki, później schodząc na dno doliny wspiąć trzeba się na prawą stronę skarpy „Siwki”. WMB

Kilkugodzinny spacer o zmroku i następnie wieczorem po Siwej Dolinie, powyżej kadr ze spaceru po lodzie pokrytym śniegiem, trzeba było uważać, by nie trafić na słaby lód i się skąpać… Dla mnie ten spacer był magiczny, najpierw ścieżka starym drzewostanem, widoki z góry na dolinę, mijając bardzo wiekowe sosny, pocięte specyficznie na żywicę, potem już po lodzie dnem w coraz większe zarośla, już noc, cóż za klimat, jakoś dziwnie w wyobraźni rysuje się radość… dla takich chwil przemierza się Roztocze! GLC

Czy warto iść na Roztocze zimą?

12 lutego postanowiliśmy w składzie GLC i WMB sprawdzić uroki Roztocza środkowego w zimie, za kwaterę główną obraliśmy Susiec. Od dziś co parę dni relacje z trzydniowej eksploracji i przecierania szlaków Suśca, Huty Szumy, Czartowego pola, oraz megaciekawe okolice Tomaszowa Lubelskiego. Na początek obalimy mity związane z turystyka zimową.

Za zimno – absolutnie to fałszywe odczucie, jeżeli dobrze się ubierzemy i będziemy tylko chodzić, będzie nam cieplej niż w lecie, a oddycha się tym cudownym Roztoczańskim powietrzem jak rarytasem!

Nie ma czego oglądać – a ta ścieżka poniżej nie wygląda wystarczająco cudownie? Zimowy krajobraz zapiera dech w piersiach!

Do tego coś bardzo ważnego, praktycznie nie ma turystów, o ile w lecie rozbija się o innych idąc szumami, a podczas naszej wyprawy? Ani żywej duszy… tak można dopiero poznać smak i urok Roztoczańskich szlaków, cisza, tylko przyroda, niezmącony spokój udziela się zmęczonemu umysłowi… niedługo dokładniejsze relacje, Czartowe Pole, Piekiełko, Siwa Dolina…

OR-BADowska wyprawa Quadami

Najpierw smutna wiadomość, wczorajsza wyprawa w jedno z najpiękniejszych miejsc Roztocza, śródleśny staw na Zaniemicy niemal nie istnieje. Cały urok został rozwalony przez buldożery i zrobiono drogę obok stawu…

Oglądam z boku rozwalony pomost, leżący na wodzie

Trasa wyprawy była na początku niezbyt urozmaicona, zaczynamy od Horyńca i dalej obok klasztoru na zielony szlak i jedziemy na Nowiny, ostry zjazd do kapliczki i jedziemy na Niwki Horynieckie przez las. Na Niwkach zaczyna się jazda, błotniste drogi polne, potężne widoki na Niwach i zjazd do miejsca docelowego , pięknego śródleśnego stawu na Zaniemicy i tutaj opadają kopary, zdewastowana perła… Jedziemy dalej, naszym celem jest była wioska Zające, skręcamy omyłkowo na polanę… a tam nieziemski widok, słońce przebija się przez mgłę, zobaczcie w fotogalerii. Ależ nastrój! Wyobraźcie sobie prawie zachodzące słońce, jakaś wysoka mgła, niczym w górach przesuwająca się po nieboskłonie…

Jedziemy dalej! Droga leśna wygląda malowniczo, w zimie musi być tu niemal tunel, jeżeli gałęzie oblepi śnieg!

Po chwili wreszcie jesteśmy na Zającach, dostrzegamy pierwszy krzyż, nieopodal niego cudowny widok, niczym w Bieszczadach, szkoda że już się ściemnia, na pewno jest tu przepięknie. Ależ ci Ukraińcy wybierali miejsca na wioski…

Niedaleko drugi krzyż, bardzo specyficzny, wygląda jakby miał w sobie mini kapliczkę, zapewne ze świętym Mikołajem! A obok niego niezwykły buk.

I już jesteśmy na asfalcie góry Brusno! 60 na godzinę quadem pod górę i z ogromnej góry i pod górę… ech te widoki! Szybko mijamy kamieniołom i po woli ściemnia się, wjeżdżamy w las, śmigamy przez strumyk… po chwili dwu metrowa rzeczka! Odważnie ładujemy się w nurt i ledwo co maszyna z błota wyjeżdża i  na wzniesieniu nie opanowuje machiny i zatrzymuję się na skarpie… wycofuję z kolein i jedziemy już spokojnie na Nowiny, tam już prosta droga do Horyńca.

Jednogłośnie się zgadzamy, z przewodnikiem (OR-BADowcem;) w nieznane tereny, przygoda gwarantowana i wrażenia na długo!!

KLIKNIJ TUTAJ BY ZOBACZYĆ GALERIĘ Z WYPRAWY!!

Wciśnij po prawej na dole w fotogaleii Fullscreen 😉

Odpoczynek na Niwie