Archiwum kategorii: Regionalista

Darcie pierza

Ciekawy temat, czyli darcie pierza, jest coraz popularniejszy w wielu regionach kraju. Często są robione swoiste przedstawienia, niestety my w regionie praktycznie takich rzeczy zobaczyć nie możemy, tymczasem była to niezwykła okazja dla „bab ze wsi” by się spotkać, a nawet w swoim gronie zabawić.

Darcie pierza w Bruśnie najczęściej odbywało się w zimie. Było wtedy dużo gęsi i trzeba było poświęcić dużo czasu na to. Gospodyni zwoływała baby ze wsi na darcie pierza. Nie obeszło się też bez poczęstunku, na przykład kanapek. Oczywiście w zależności od gospodyni był też poczęstunek winem, lub nalewką. Samo darcie pierza, wyglądało nieco drastycznie dla przewrażliwionych obrońców zwierząt. Zacinało się gęś i od razu zdzierało z niej pierze. To dlatego, że póki gęś była ciepła i świeża, to pióra łatwo schodziły, potem gdy wyzimniała, to darcie było już ciężkie. Nie parzyło się gorącą wodą, bo to sprawiało, że pióra traciły swoje właściwości. Jeżeli były twarde pióra, gospodynie miały swoje sposoby na ich wyrywanie, przeprasowywało się tedy gorącym żelazkiem. Przy okazji pracy oczywiście nie obyło się bez plotek, opowiadań różnych historii i oczywiście śpiewów. Relacja od starszej gospodyni z Brusna (fot poniżej z sieci)

darcie

Poszukiwania stroju ludowego z ziemi lubaczowskiej

Odkrycia, czy też lepiej mogło brzmieć: odświeżenia, to nie tylko ukazanie nowych nieznanych obiektów w terenie, ale także kultura ludowa, która w zastraszającym tempie zanika. Przy okazji wigilii w Bruśnie, nie mogłem usiedzieć, by nie skorzystać z okazji i nie przepytać jakiejś starszej Pani, odnośnie dawnych zwyczajów. Wśród wielu tematów, kwestia stroju ludowego w Bruśnie będzie najlepsza, do zaprezentowania na tę chwilę.

Według relacji mojej rozmówczyni, na uroczystości dziewczęta były ubierane odświętnie, w specjalny strój ludowy. W Bruśnie był to granatowy gorset z wyszywanymi cekinami kwiatami. Na barkach przyszywane było coś w rodzaju kotylionów. Były białe koszule z płótna. Spódnice były kolorowe w kwiaty. Tutaj należy zwrócić uwagę na pewien bardzo ważny aspekt. Niektórzy uważają, że strój ludowy powinien mieć jednolity charakter, jak na przykład mieli Krakusi, czy Kaszubi, tymczasem w naszym powiecie, jako że był on stosunkowo biedny i nie miał dużego centrum miejscowego i kulturotwórczego, a także było sporo przyjezdnych z różnych regionów, mieliśmy tak na prawdę totalny miks strojów ludowych. Strój w Nowinach Horynieckich był drastycznie inny niż w Horyńcu, czy też w Bruśnie. Następnym ważnym elementem był aspekt zamożności gospodarza. Należy wziąć za pewnik fakt, że bogatszy gospodarz nie szył sam sobie ubrania, tylko jadąc na targ, na przykład do Lwowa, kupował tam sobie i rodzinie stroje. Tymczasem jakaś biedna rodzina, mogła sobie pozwolić tylko na własnoręczne wykonanie takowego stroju. Dlatego też wyglądał on często tak jak na tym obrazku poniżej, gdzie z lewej mamy ewidentnie zamożną chłopkę, a po prawej trochę mniej, stąd ich stroje różnią się. Ta fotografia przedstawia przedwojenną uroczystość dożynkową w Horyńcu. Stan kieszeni danej rodziny stanowił o tym, czy kupowano gdzieś na przykład od Żyda wyszukany strój z Małopolski, Rzeszowa, albo ze Lwowa. Stąd kupne stroje z Galicji, nieco zatarły aspekt rodzimej kultury stroju ludowego. Ale daje to nam jednocześnie ciekawy kierunek ku temu, by szukać źródła. To te liche i proste stroje z tego regionu, gdzie jakaś gospodyni sama uszyła, dając jakieś swoje wzorki, możemy uznać za nasze regionalne ludowe. Tylko czy uda się nam coś takiego odnaleźć?

str lud

Poszukiwanie zaginionych krzyży kamiennych – wskazówki

Czasem zdarza się taka grupka odjechanych ludzi, którzy szukają zaginionych kamiennych krzyży po lasach, czy łąkach, po nieistniejących już Roztoczańskich wioskach. Trzeba sobie wyobrazić pewną sytuację, by w ogóle zrozumieć o co chodzi. Mianowicie, ponad sto lat temu, dzięki działalności ośrodka kamieniarskiego w Bruśnie, zapanowała moda, by zastępować drewniane krzyże, tymi kamiennymi, które były bardziej trwałe. Wtedy w wioskach zaroiło się na podwórkach od krzyży. Oczywiście głównie u tych bogatszych gospodarzy. Były to zazwyczaj fundacje dziękczynne, gdzie gospodarz dziękował Bogu za wysłuchane modlitwy. Nie można też uniknąć sytuacji, gdzie były sytuacje, że jak sąsiad ma, to ja też muszę. W każdym bądź razie, wioski były wypełnione przydomowymi krzyżami. Następny rodzaj krzyży, to te polne, stawiane w podobnych intencjach. Innym rodzajem były krzyże pomnikowe, stawiane przez gromadę, z jakiejś okazji, na przykład zniesienia pańszczyzny, czy też ustąpienia zarazy.

Teraz, mając taką wiedzę, trzeba podumać, czy były jakieś szczególne miejsca, gdzie stawiano krzyże? Oczywiście że tak! Głównie były to skrzyżowania. Oglądając krzyże w terenie, zobaczymy, że ogromna ich ilość była stawiana głównie przy drogach i szczególnie na skrzyżowaniach. Mając taką wydawało by się mało znaczącą informację, możemy wyruszyć do lasu na poszukiwanie krzyży. Jeżeli jeszcze będziemy posiadać jakąś starą mapę, gdzie są zaznaczone dość dokładnie zabudowania, które już nie istnieją, to tym bardziej będzie nam łatwo namierzyć takie obiekty. Dodatkowo wiedza na temat granic wiosek, czy przysiółków, albo własności ziemskich, stworzy nam teoretyczną siatkę możliwości występowania zaginionych krzyży, które mogą sobie wywrócone leżeć kilka centromerów pod ziemią. Czekamy na odkrycia 🙂

zaginion

Gdzie szukać duchów? – poradnik odkrywcy

Rozmawiając z wieloma starszymi ludźmi, zauważyłem ciekawą prawidłowość. Często wspominają o duchach, miejscach gdzie straszyło, czy też pojawiały się jakieś zjawy. Na Roztoczu, takim klasycznym miejscem, o „zjawiskowej” sławie, było i nadal jest Kobyle Jezioro w okolicy Huty Złomy. Prawdę mówiąc, zawsze czuję się tam troszeczkę inaczej, niż w innych miejscach. Kobyle Jezioro słynie z różnych zjaw się tam plączących. Znana jest ciekawa relacja, gdzie dwie osoby widziały tę samą zjawę, był to jakiś jeździec na białym koniu.

Drugim takim dość niezwykłym miejscem, jest cerkiew w Bruśnie Nowym. Ludzie opowiadają, że kiedyś tam straszyło, plątała się tam dziwna zjawa, jakiś osobnik w płaszczu i kapeluszu. Także ciekawym miejscem, jest Świdnica. Tam, w lesie, w miejscu gdzie stoi krzyż z gwiazdką, miała się błąkać kobieta i lamentować. Podobnie w okolicy krzyża na poczatku przysiółka Horyńca: Hałanie. Straszyć miało też nieopodal Hrebcianki, przy przydrożnym krzyżu na kumulacji terenu, w stronę stadniny. Mamy też wiele domów gdzie straszyło.

Ciekawym aspektem, są też miejsca, gdzie oddziaływały pozaziemskie moce, czyli krzątały się diabły i czarownice. Dawno temu, mówiono, że na tak zwanej Łysej Górze, nieopodal Polanki, czarownice się zbierały i tam harcowały. Tymczasem w okolicy Werchraty, setki lat temu, na wzniesieniu Monastyr, zbierały się diabły. Tę historię zna pewnie każdy, związaną z Diabelskim Kamieniem.

Moim ulubionym tematem są lasy, gdzie czepia się błąd, albo jak niektórzy mówią, tam gdzie diabeł w głowie miesza. Do takich lasów można zaliczyć lasy Bruśnieńskie – Kierniczki, oraz lasy Nowin Horynieckich – od okolicy, nazywanej przez miejscowych Sawarychą. Trzeba samemu znaleźć się w takim lesie, myśleć, że się go zna i wyjść nagle w całkowicie innym miejscu niż się myślało, by zrozumieć, jak powstawały legendy. Do dziś słyszę od wielu ludzi, którzy znali lasy jak własną kieszeń i się w nich gubili.

O co chodzi z tym straszeniem? Czy to tylko bajki? Dlaczego już teraz nie straszy? Te pytania są trudne, i najlepiej pasowały by do programu „Nie do wiary”. Tymczasem, znając historię okolic, można wysnuć ciekawe odpowiedzi. Otóż lasy w okolicy Nowin, jak i Kierniczki, były naznaczone potyczkami wojennymi, szczególnie w Nowinach zginęło w nich około tysiąca ludzi. Krzyże też są ciekawymi miejscami. Często zakopywano samobójców właśnie pod krzyżami, bo dla nich nie było miejsca na cmentarzach. Tak było na przykład w Płazowie, gdzie był oddzielny cmentarz dla wisielców. Do dziś nikt się nim nie zajmuje…

Temat jest niezwykle ciekawy i ubarwia szarą rzeczywistość. Dziś praktycznie już nikt nie chodzi w nocy po lesie, teraz w ostateczności gdzieś przejeżdżamy samochodem rozświetlając przestrzeń światłami. Kiedyś tak nie było, kiedyś byliśmy tylko my i las…

duchy

Szukasz skarbów, albo czegoś ciekawego? Szukaj w wodzie – poradnik odkrywcy

Jeżeli szukasz skarbów, albo czegoś starego, czy rzeczy uznawanych obecnie za muzealne, to jednym z takich miejsc ze wspólnym łączącym mianownikiem, będzie woda.

brus

Z jakiegoś powodu, dawno temu, ludzie lubili chować coś w studniach. Uważali, że rabusie tam nie będą wchodzić. Często też, do studni przypadkiem wpadały jakieś naczynia. Czasem ktoś coś na złość tam wrzucał. To samo z rzekami, mniejszymi lub większymi. Są one naszpikowane różnymi przedmiotami. Gubiono tam bardzo dużo naczyń. Gdy wpadło tam coś drobnego, woda nurtem poniosła i od razu zakopywała w piasku, albo w mule. Bagna, jeziora, kryją wiele niespodzianek. Także źródła są ciekawymi miejscami. Często lubiano wrzucać tam pieniążki. Dlatego też, jak chcesz coś znaleźć, szukaj wody, na pewno coś znajdziesz.

Uprzejmie prosimy, nie być „żyłami” i gdzieś publikować odkrycia wodne w sieci, chętnie pooglądamy coś ciekawego 😉

 

Sekrety Poszukiwaczy – zaczynamy serię poradniczą dla pasjonatów podróży

Małe zmiany na stronie. Od dziś, co jakiś czas, pojawiać się będą wpisy, które będą zdradzać sekrety „poszukiwaczy”. Zdradzimy wiele sekretów, odnośnie patrzenia na teren i poszukiwania w terenie, a także w „innych miejscach”. Jeżeli będziesz z nami, to wiedz, że jak pójdziesz nawet do lasu, to nie będzie on już taki sam. A to wszystko po to, by pojawiło się więcej tych, którzy będą chcieli pisać o swoich mniejszych lub większych odkryciach. OR-BAD nie jest grupą, która szuka tłumów, nasze treści są przeznaczone tylko dla pasjonatów. Dlatego, na stronie pojawiać się będą też relacje, czy opisy badawcze, rzeczy związanych z Roztoczem i okolicą, których nie ma nigdzie. Ale, z drugiej strony, nie są niezwykłe i spektakularne, są czymś niezwykłym tylko dla pasjonatów.