or-bad

To debiut Kaskad Sopotu w "sieci" (nazywanych też wodospadami).  Do tej pory można było znaleźć tylko wzmianki o tym niesłychanie ciekawym obiekcie geoturystycznym. Wielu, nie udało się trafić do tej ...

rohan

Między Nowym Brusnem a Chotylubiem istniała wioska, nazywana Rudką (wcześniej Rudą Bruśnieńską). Obecnie jest tam tylko jedno gospodarstwo, 19 kwietnia 1944 roku w nocy napadły na wioskę oddziały UPA i ...

tkwal

Klikając na powyższy obrazek, lub TUTAJ wejdziemy na fotogalerię. Zawiera ona zdjęcia z trasy Gorajec i Czartowe Pole w Hamerni. Między Gorajcem a Hamernią zaplątała się klamka z drzwi kościelnych, ...

Autor Grzegorz | 19 - Luty - 2012 |

Najbardziej intrygujący obiekt turystyczny, jeżeli nie Roztocza, to na pewno ziemi Horynieckiej: Diabelski Kamień. Jego losy są ściśle powiązane z klasztorem Bazylianów, a to dzięki niezwykłej legendzie. Zanim poznamy legendę, zajmiemy się innymi szczegółami. Zaczniemy od nazwy i umiejscowienia.


Pokaż Diabli Kamień na Garbie Niedźwiedzia (Werchrata) na większej mapie

Jest często nazywany Diabelskim Kamieniem koło Monasterza, lub Diabelskim Kamieniem Werchrackim. W starszych opracowaniach, można znaleźć nazwę Diabli Kamień. Tam też możemy znaleźć informacje, że Diabli Kamień leżał „na rozległej wierzchowinie pasma Niedźwiedzie”. Niegdyś Werchrata składała się z wielu przysiółków, jednym z nich miał ciekawą nazwę: Niedźwiedzie (Niedźwiedzia). Ta nieistniejąca już wioska, dla pasjonatów Roztocza, to Eldorado odkryć i wrażeń. Wystarczy powiedzieć, że w promieniu kilku kilometrów od Diabelskiego Kamienia znajdują się tak niesamowite obiekty, jak największa jaskinia na Roztoczu o długości 19 metrów (niestety zasypana częściowo) – która usytuowana jest na zboczu Kamiennej Góry (dawny przysiółek Górniki). Tam też nieopodal leży „baszta skalna” w formie dużego kamienia, opisanego w poprzednim artykule. Na południe mamy Niedźwiedzią Jaskinię, o głębokości 5 metrów (niestety też częściowo zasypana). Ta okolica „kamieniem stoi”. A my poznamy teraz najbardziej tajemniczy z nich.

Diabli Kamień położony jest na garbie wzniesienia Niedźwiedzia 322 m n.p.m. Wymiary szczytu wynoszą: 120 m długości i 20 m szerokości. Garb usiany jest skałami (ostańcami) wapiennymi. Nas interesuje jeden z najbardziej wysuniętych na południe. Obiekt ten położony jest około pół kilometra od Werchraty (na północ) i około kilometra, jeżeli ktoś chciałby dotrzeć od drogi z Werchraty na Brusno, od strony południowej. Ponieważ Kamień nie jest w żaden sposób oznakowany, musimy zdać się na siebie. Najłatwiej tam trafić, odbijając od drogi asfaltowej przy wiosce Monasterz PGR, gdzie dokładnie naprzeciw tartaku biegnie droga w las (na południe). Idziemy kilkaset metrów lasem aż wydostaniemy się na bardzo rozległe pole. Tam możemy iść skrajem lasu, najlepiej kierując się w stronę południa, i szukamy najwyższego punktu terenu. Garb Niedźwiedzia usytuowany jest kilka metrów od skraju lasu, więc dość łatwo go odnaleźć.

Gdy już wejdziemy na kulminacyjny punkt okolicy, warto się chwilę zatrzymać i porozglądać się, gdyż widać stąd niesamowicie rozległe widoki, w tym Górę Monastyr, gdzie schowane są ruiny Klasztoru Bazylianów. Gdy wejdziemy do lasu, od razu powinien się ukazać interesujący nas obiekt. Jeżeli zaczniemy od północnej strony Garbu, miniemy kilkadziesiąt dziwnie ukształtowanych skał, by w końcu trafić na interesujący nas Diabli Kamień.
8,5 metra długości, 2 metry wysokości i 3,5 metra szerokości. Potężny głaz w kształcie pocisku leży sobie na trzech mniejszych kamieniach, dosłownie, jakby go ktoś tam położył. Na pierwszy rzut oka nie wygląda interesująco. Ale gdy obejdzie się go wokół, coś zaczyna nie grać.

Z kamieniem wiąże się ludowa legenda, która ma takie oto brzmienie:
Okolice Werchraty, pełne ciemnych bagien, jarów, były siedliskiem diabłów. Po zmierzchu wypełzały z ciemnych dziur w ziemi, i grasowały po okolicy. Ponieważ w dzień słabły, a w nocy sił nabierały, grasowały wtedy i pastwiły się nad swoimi ofiarami. Miejscem ich zbiórki było wzniesienie o nazwie „Uroczysko Wierchi”. W nocy było widać piekielną łunę stamtąd, oznaczało to, że diabły idą.
Ludzie chcąc wypędzić diabły, postanowili owe miejsce uświęcić. Najpierw wybudowano tam kapliczkę, a potem powstał pierwszy klasztor na tych ziemiach. Ponieważ miejsce było poświęcone, diabły nie mogły tam wejść. Gdy powstał klasztor Bazylianów, zaczęto nazywać to miejsce Monastyrzem i otaczać kultem.
Diabły nie mogły znieść tego, że odebrano im ich miejsce i wybrali najsilniejszego spośród siebie, by klasztor zniszczyć.

W nocy, w kamieniołomie Górniki, Belzebub wyrwał niemal 120 tonowy głaz i ruszył na klasztor. Niestety im bliżej podchodził, tym bardziej słabł. W końcu zrezygnował i zmienił zdanie. Szerokim łukiem obszedł klasztor i postanowił zniszczyć świątynię w Werchracie. Niestety, gdy znalazł się w już na Garbie Niedźwiedzia, wzeszło słońce i Belzebub osłabł. Zostawił potężny głaz ze śladami po swojej łapie i rysami po pazurach i zniknął.
W różnych opracowaniach można znaleźć różne wersje tej legendy. Jedni piszą, że kamień pochodzi z Brusna, a są tacy co uważają, że gdzieś z Moczar. Zaprezentowana wersja pochodzi z książki „Werchrata Perła Roztocza”.

Na podsumowanie, śmiało można powiedzieć, że ta jedna z najstarszych atrakcji turystycznych Roztocza Wschodniego nadal jest zagadką. Można zgłębiać wersje legend, a także geologię tego obiektu i dochodzić do ciekawych wniosków. Niedawna historia mówi, że gdy grasowały tutaj oddziały UPA, ponoć gdzieś w okolicy zakopano „różne dziwne rzeczy”. Niektórzy mówią o takich ciekawostkach jak drukarnia materiałów propagandowych pod kamieniem, co iście podchodzi pod diabelskie działania. Ale jedną z najodważniejszych teorii, jakie można też usłyszeć, to że ten kamień używany był jako pogański stół ofiarny.

Misterny system dziur na wierzchu, który sprawia wrażenie labiryntu, potęguje ciekawość. Aura miejsca Garbu Niedźwiedzia robi wrażenie, warto tam zaglądnąć.

Autor Grzegorz | 12 - Styczeń - 2012 |

Niegdyś Werchrata była potężną wioską, którą zamieszkiwało razem z przysiółkami 3700 ludzi. Dziś zajmiemy się okolicą najciekawszego przysiółka Werchrackiego, leżącego nieopodal Woli Wielkiej – Górniki.

Jak sama nazwa wskazuje, mieszkali tam specyficzni górnicy, bowiem wydobywali kamień. Okolica Górników i Pod Górami dziś jest zalesionym pagórkowatym terenem. Nic nie wskazuje na to, że ktoś kiedyś tutaj żył. Ale jeżeli uzmysłowimy sobie, że wydobywano tutaj kamień, nagle nasze widzenie terenu zmieni się drastycznie. Jest tutaj ogromna ilość niekształtnych ogromnych dziur w ziemi, zarośniętych krzakami i drzewami. Dzisiaj nie będziemy zgłębiać historii, nas bardziej interesuje tytułowa „Diabelska sprawka”. Idziemy.

Miejsce do którego się udajemy, to potocznie, bardzo niedbale nazwany duży kamień, albo Drugi Diabelski Kamień Werchracki, lub Dahański. Położony jest on stosunkowo niedaleko od drogi Werchrata – Wola Wielka, w bardzo charakterystycznym miejscu, na czole południowym sporego pagóra. Warto tutaj spróbować zweryfikować jego nazwę, a także odkryć choć rąbek tajemnicy, jaka może się kryć za tym niepozornym głazem.


Pokaż Kamień Pod Górami na większej mapie

Spoglądając na stare mapy, możemy znaleźć w okolicy owego obiektu takie nazwy jak Górniki, i Pod Górami. Naturalnym, a także dobrze brzmiącym wydaje się nazwa „Kamień Pod Górami”. Jakąś diabelską sprawką jest to, że ktoś nawymyślał, że jak zobaczy jakiś duży kamień, to nazwie go diabelskim. W tej okolicy istnieje tylko jeden Diabelski Kamień, o którym niedługo też powstanie artykuł.

Skoro odbierze się temu kamieniowi otoczkę, występującą gdzieniegdzie, diabelskości, to co pozostanie? Wtedy człowiek zaczyna się dokładnie przyglądać temu obiektowi. Okazuje się wtedy, że jeżeli wszędzie wokoło tyle dziur w ziemi i wszędzie tutaj kopano kamień, to dlaczego ostał się taki głaz? Dlaczego nie rozłupano go na kawałki, choćby na tłuczeń do utwardzenia drogi?

ta fotka jest z 2008 roku!

Na pewno rozłupanie jego było by proste, gdyż korozja podziurawiła go, kamień jest bardzo twardy, czyli był dobrym surowcem. Na dodatek stoi on w takim miejscu, że transport byłby bajecznie prosty, gdyż teren łagodnie schodzi w dół. Chcę w ten sposób pokazać, że ten kamień w tym miejscu stojąc do dziś, musiał byś specyficznie traktowany, skoro się ostał. Przyjrzyjmy się mu bliżej.

Na zdjęciach widać, że ten głaz jest dość duży, ma kilka metrów wysokości, i szerokości. Siedzi jakby krzywo wbity w ziemię, albo sam się wykrzywił. Ma on bardzo dużą ilość dziur, w tym jedna jest bardzo ciekawa, bo przechodzi na wylot. Nie jest tak spektakularna jak ta w Świątyni Słońca, ale sam fakt dziury na wylot w tak ogromnym głazie jest bardzo ciekawy.

Wszystko byłoby niezbyt interesującą sprawą, gdyby nie wyjątkowy zbieg okoliczności. Będąc tam w południe i stając na tym kamieniu, zobaczyłem w oddali jedno z najwyższych wzniesień Roztocza, czyli Wielki Dział (Gił). Na dodatek akurat południowe słońce świeciło centralnie nad szpicą wzniesienia Giła. Gdyby nie było drzew, mielibyśmy widok na Na Dehany (dziś nazywane Dahany).  Na Dehany mogą mieć także swoją bardzo ciekawą historię, być może ich nazwa pochodzi od jednego z Bazyliańskich biskupów o nazwisku Dahan. Okolica roi się od odniesień. Wróćmy do tego widoku.

Skoro głaz się ostał, i akurat z niego widać Giła, który wygląda niemal jak Olimp skąpany w słońcu, to kiedyś mieszkający tutaj ludzie nie mogli przejść obojętnie obok takiego widoku. My dziś przegapiamy w natłoku informacji większość rzeczy, kiedyś ludzie zwracali bardzo dużą uwagę na otaczający ich świat. Szukali magicznych miejsc, albo tych przeklętych. Do jednych lgnęli a od innych trzymali się z daleka. Dziś możemy się tylko domyślać, jak wyglądała rzeczywistość naszych przodków i jak widzieli świat. Ten z pozoru niezbyt ciekawy głaz, nabierze innego wydźwięku, gdy połączymy go z rozpoznaniem okolicy, oraz bardzo ciekawymi poszukiwaniami z historii i mitów. Ciąg dalszy eksploracji terenu niedługo…

Autor Grzegorz | 29 - Listopad - 2011 |

To debiut Kaskad Sopotu w „sieci” (nazywanych też wodospadami).  Do tej pory można było znaleźć tylko wzmianki o tym niesłychanie ciekawym obiekcie geoturystycznym. Wielu, nie udało się trafić do tej geologicznej osobliwości, inni nie doceniają tego miejsca. Przypuszczalnie jest to atrakcja, która po zagospodarowaniu ściągałaby tłumy… postaram się to udowodnić.

Do Doliny (debrzy) Sopotu Małego, dostaniemy się od strony Horyńca. Jest to nie lada wyzwaniem, gdyż łatwo zbłądzić w wąwozach. Dla tych co nie mają czasu na kilkugodzinne poszukiwania, przemierzając zarośla i bagna, lepiej udać się od strony PGR Dziewięcierz. Idziemy koło półtora kilometra w las, drogą obok leśniczówki.

Debrza Sopotu Małego koło Dziewięcierza

50° 12′ 23,750″ | 23° 26′ 02,940″

Po kilkuset metrach ukazuje się nam bardzo rozległa polana śródleśna, idziemy dalej drogą i gdy zobaczymy, ścianę lasu oraz drogę lekko wznoszącą się w górę, skręcamy w prawo (zachód) przez łąkę do ściany lasu. Tam powinna być już dolina Sopotu i interesujące nas kaskady. Jeżeli poszlibyśmy dalej drogą, wejdziemy na jeszcze większą polanę z polami, po lewej będzie granica Polsko-Ukraińska, a po prawej na polach bunkier (prawidłowa nazwa: żelazobetonowy schron bojowy) z Linii Mołotowa.

Wąwozy Sopotu są usiane małymi kaskadami, często niewielkimi, ale dwa progi skalne się wyróżniają swymi rozmiarami szczególnie. Pierwszy, mniejszy, składa się z dwóch kaskad. Jedna 15 cm, druga 60 cm, tworząc 75 centymetrowy próg, który urozmaicony jest bardzo ciekawymi wypływami wody na jednej z bocznych ścian, co widać w materiale wideo. Wygląda to, jakby skała łzawiła…

Drugi próg skalny jest już dwa razy większy, woda spływając kaskadami, ma łącznie 1,5 metra wysokości. Niestety mała ilość opadów, oraz zaszlamiona dolina blokuje wypływ wody i kaskady nie prezentują się obecnie tak okazale, jak mogło by to wyglądać. Oprócz kaskad, rozległych wąwozów, na szczególną uwagę zasługują niezwykłe źródła, niektóre wypływają ze ścian, inne w niespotykany sposób na Roztoczu w formie kotła eworsyjnego o średnicy 1 metra! O źródłach i innych atrakcjach Doliny Sopotu innym razem. Teraz podsumowanie:

Wspominana przeze mnie łzawiąca skała, to tak zwane ławice gezy, co ciekawe, podobne ławice, występują w Dolinie Dublenu. Warto przyglądnąć się temu rzadko spotykanemu zjawisku. Cała okolica potoku Sopot, który wije się wąwozami, jest bardzo malownicza, ale przede wszystkim dzika i naszpikowana geoturystycznymi osobliwościami. Stworzenie jednej ścieżki sprawiło by tylko ucywilizowanie turystyki, gdyż Kaskady Sopotu mimo wszystko są odwiedzane. Turyści szukający dzikości, niestety zostawiają za sobą ślady, śmieci…

Wykorzystane geologiczne info z : geoportal.pgi.gov.pl

Autor Grzegorz | 18 - Listopad - 2011 |

Między Nowym Brusnem a Chotylubiem istniała wioska, nazywana Rudką (wcześniej Rudą Bruśnieńską). Obecnie jest tam tylko jedno gospodarstwo, 19 kwietnia 1944 roku w nocy napadły na wioskę oddziały UPA i wymordowali 62 mieszkańców wioski, która składała się z samych Polaków. Rudka nie miała nigdy szczęścia, wielokrotnie była niszczona przez najazdy Tatarskie, potem przez kozaków Chmielnickiego. Zapewne po tych czasach wystawiono na skraju wioski bardzo specyficzną kapliczkę z płaskorzeźbą „Anioła Śmierci”. Wiek jej trudno określić, na pewno ponad dwieście lat.

Dojechać do niej można, kierując się drogą z Brusna Nowego na Chotylub, gdy miniemy miejsce z pomnikiem ku pamięci pomordowanych Rudczan, oraz pomarańczowy krzyż pańszczyźniany, od południowej strony, niedaleko, po północnej stronie wjeżdżamy w pierwszą drogę, która prowadzi do jedynego gospodarstwa w Rudce. Jedziemy aż na skraj lasu, tam przy drodze, po lewej stronie, między dwoma dużymi drzewami stoi kapliczka. Nieopodal kapliczki punkt widokowy z którego kiedyś można było oglądać nieistniejącą już Rudkę… dalej w lesie zniszczony krzyż:

Dla tych, którzy nie mogą być na Rudce, wideo. Osoby remontujące kapliczkę pięćdziesiąt lat po pacyfikacji Rudki, na tylnej ścianie zamieścili informację o remoncie. Na bocznej ścianie wstawili godło Polskie z orłem w koronie, by niejako zaświadczyć o narodowości żyjących tu ludzi.



źródło wiedzy: Leśne Ślady Wiary

Autor Grzegorz | 14 - Listopad - 2011 |

Klikając na powyższy obrazek, lub TUTAJ wejdziemy na fotogalerię. Zawiera ona zdjęcia z trasy Gorajec i Czartowe Pole w Hamerni. Między Gorajcem a Hamernią zaplątała się klamka z drzwi kościelnych, z Płazowskiego kościoła. Miłego oglądania…

Tymczasem od dziś strona zmienia formułę, będą się na niej znajdywać tylko i wyłącznie opisy wypraw i znalezisk oraz ciekawostki związane z Roztoczem i ziemią lubaczowską.

Autor Grzegorz | 25 - Październik - 2011 |

Przy drodze z Horyńca do Radruża stał kiedyś krzyż, dziś pozostał po nim tylko podest i jakieś szczątki. Teren jest mocno zarośnięty, z tego co wiem, to szczątki krzyża są zebrane i mają tu wrócić w całości niedługo. W każdym razie to miejsce jest też ciekawe z innego względu, spoglądając na stare mapy możemy odtworzyć wygląd tego miejsca z przeszłości. W miejscu gdzie jest punkt kulminacyjny wysokości na drodze między Horyńcem a Radrużem, było kiedyś skrzyżowanie. Przy tym skrzyżowaniu stał krzyż, którego podest widać na fotografii. Droga ta, ukosem prowadziła w stronę przysiółka Horyńca – Hałanie.

Ciekawostką w tym jest to, że leżący nieopodal lasek jest pewnego rodzaju reliktem historii. Na jego skraju kiedyś był szpaler wierzb, rosnących przy drodze, dziś w tym lasku można te wierzby odnaleźć. Sam lasek kiedyś był sadem, rosły tam drzewa owocowe, grusze, czereśnie, leszczyny, głóg i inne, dziś zarósł krzakami i innymi drzewami, które wyrosły wtórnie. Starzy mieszkańcy nazywali ten lasek „Pasieką”, po jednej stronie  droga wiodła do kościoła, po drugiej na Hałanie. Ten lasek jest też ciekawy z innych względów, które trzeba dokładniej zbadać.

Autor Grzegorz | 3 - Październik - 2011 |

W Kierniczkach na Polance Horynieckiej usytuowany jest niespotykany obiekt w postaci rowu, który miał funkcję graniczną. Były właściciel tych ziem, szlachcic Liptaj, tak zaznaczył granicę swoich posiadłości. Niedługo więcej wiadomości o tym obiekcie.

Autor Grzegorz | 20 - Wrzesień - 2011 |

Przeczesując las ciągnący się za Polanką Horyniecką i Brusnem, potocznie nazywany Kierniczkami, natrafiłem przypadkiem na ciekawe znalezisko. Jest to podest, w którym stał kiedyś zapewne krzyż kamienny, dziś po krzyżu pozostał tylko około 30 cm długości trzon wbity sztywno w podest, który ma bardzo ciekawą formę. Musi być bardzo stary, bo nie jest jak inne bruśnieńskie krzyże ostro ciosany i geometrycznie, ale nieregularny i szlifowany, przez co zaokrąglany. Obiekt ten zasadniczo nie jest oznaczony na mapach, musiał bardzo dawno ulec zniszczeniu, jeszcze przed wojną.

Drugi ciekawy obiekt, na który trafiłem przypadkiem, to krzyż bruśnieński, usytuowany kilkaset metrów obok wyżej opisanego podestu. Gdy patrzymy na współczesne mapy turystyczne, okazuje się, że Kierniczki są jednym wielkim pustkowiem, gdzie zasadniczo nic nie ma, mimo tego, że kiedyś stał tam dworek Liptaya, oczywiście starsze mapy ten krzyż odnotowują. Krzyż ma podobny wygląd, jeżeli chodzi o podest i trzon jak opisany powyżej, tyle że tutaj złamany trzon tkwiący w podeście został wyjęty (stoi teraz obok pobliskiego drzewa) i wsunięty został złamany krzyż. Podest tak samo jak poprzedni zaokrąglany, tyle że tutaj z dwoma ciekawymi dziurami drążonymi, niestety pękł na pół. Na razie krzyż jest zagadką, ciekawostką jest to, że ma wyryte napisy na sobie, trochę przez czas „zjedzone” ale sądzę, że uda się je odcyfrować niedługo.  Być może odsłoni on przed nami ciekawy fakt historyczny Kierniczek?

Oba obiekty stoją sobie samotnie w lesie, by do nich trafić, należy zlokalizować tak zwany dworek w Kierniczkach, jadąc na sam koniec użytku ekologicznego Dworek, trafiamy na drogę w las po kilkuset metrach w prawo, po lewej także droga w las, ale prowadząca na cmentarz z I Wojny Światowej niedaleko Brusienki. Skręcamy w prawo, po kilkuset metrach po prawej stronie, przy sośnie, tuż przy drodze trafimy na podest, łatwo zlokalizować miejsce, gdyż w tym miejscu znajduje się skrzyżowanie leśnych dróg. Drugi krzyż także łatwo odnaleźć, wystarczy iść kilkaset metrów w lewo drogą na tym skrzyżowaniu w stronę drogi na Łówczę i w końcu wejdziemy na nieznaczne wzniesienie, około metrowy pagór i na nim usytuowany jest owy krzyż.


Pokaż Kierniczki na większej mapie

Autor Grzegorz | 17 - Sierpień - 2011 |

Na zdjęciu oczywiście Szumy Sopotu z rezerwatu Czartowe Pole, dla mnie wielokrotnie bardziej niezwykłe niż szumy na Tanwi. W zimie są niedoścignione i przepiękne a w lecie ma się wrażenie, jakby się spacerowało po dżungli. Szumy na Sopocie są przez większość turystów niedoceniane… i dobrze, przynajmniej w niedzielę można sobie tam pospacerować nie obijając się o ludzi. Dodatkową ciekawostką jest to, że w tym miejscu Sopot jest bardzo podobny do górskich potoków! Pod tym linkiem rozległa fotogaleria i ciekawe info o tym uroczy-sku: www.roztocze-agroturystyka.pl